16 marca 2015

Rozdział 8

              W powietrzu unosi się słodki, balsamiczny zapach kwiatów. Rozglądam się dookoła. Jestem w jakimś wielkim ogrodzie, który poraża swoją urodą. Jasne kwiaty zdobią zielone korony drzew, w których siedzą pisklęta, popiskując dźwięcznie. Intensywnie błękitne sklepienie przysłaniają białe obłoczki. Leżę na granatowym kocu w kratę, wdychając zapach świeżo skoszonej trawy. O, tamta chmura wygląda jak owieczka, myślę, unosząc do góry drobną rączkę. Próbuję pochwycić złote promienie słońca, które przyjemnie przypiekają skórę.
 - Mówiłam, abyś siedziała w cieniu - mówi brązowowłosa kobieta, a w jej głosie wyczuwam rozdrażnienie. Podbiega do mnie, a jej wysokie szpilki wbijają się w miękką ziemię. Śmieję się dźwięcznie, gdy wywraca się przede mną, tuszując upadek chęcią zdjęcia niewygodnych butów.
       Spódnica, która zaledwie sekundę temu była całkowicie biała, jest teraz umorusana ziemią i soczystą trawą. Zniesmaczona kobieta podnosi się, biorąc mnie na ręce. Siadamy w cieniu pod rozłożystym drzewem. Jest tu chłodniej, ale nadal ciepło. Dama w brudnej białej spódnicy zachęca mnie do gry w łapki, chociaż nie wiem, na czym to polega. Rusza dłońmi i tłumaczy coś, ale zagłusza ją ryk motocyklu.
       Szybko podrywam się na nogi, wykręcając głowę do tyłu. Czerwoną bestię dosiada młody mężczyzna o kruczoczarnych włosach. Jedzie wzdłuż alejki wyłożonej szarymi kamieniami. Kask przewieszony ma przez rączkę pojazdu, a ja się cieszę, że już wrócił. Macham do niego wesoło, podskakując w miejscu. Jego usta rozciągają się w szerokim uśmiechu, kiedy hamuje tuż przed linią utworzoną z niebieskich niezapominajek. 
 - Masz ochotę na przejażdżkę? - krzyczy w moją stronę, nie schodząc z motocykla. Ochoczo kiwam głową, podbiegając do niego. Sadza mnie przed sobą, a szatynka w tym czasie przydreptuje do nas na bosaka. 
 - Nawet nie próbuj się głośno śmiać - grozi, wskazując ostrzegawczo palcem na motocyklistę, który trzęsie się w niemym rozbawieniu. 
 - Do zobaczenia w ośrodku, brudasku - rzuca przez ramię, odpalając czerwoną bestię. Oglądając się za siebie, widzę zirytowaną twarz kobiety, jednak w jej oczach błyszczy radość.
       Wiatr zwiewa mi włosy z twarzy. Swoją rączką próbuję dosięgnąć wiszącego kasku. Wystaje z niego jakaś czarna pluszowa zabawka. W blasku słońca jej oczy jarzą się srebrnym blaskiem. 
 - Nie dotykaj, bo cię ugryzie - żartuje głos osoby siedzącej za mną.
 - Ugryzie? - powtarzam ostatnie słowo, szybko cofając rękę. 
 - Pantery są niebezpieczne - mówi, śmiejąc się nad moją głową. - Ale ta chyba cię polubi, skoro zgodziła się ze mną przyjechać z Nepalu. Jest dla ciebie.
 - Jest dla mnie? - pytam niedowierzającym tonem. Obracam się w stronę mężczyzny bez strachu, że mogę zlecieć z motocyklu. Czuję się przy nim beztrosko i bezpiecznie. Wiem, że nie pozwoli mi upaść.
 - Oddaję ją w twoje ręce. - Mruga do mnie, hamując przed schodami prowadzącymi do jakiegoś pałacu. Uśmiecham się szeroko, czekając, aż mężczyzna pomoże mi zejść z pojazdu. Jestem zbyt mała, by sama zeskoczyć. Stawiając mnie na ziemi, wyciąga z kasku panterę.
 - Dziękuję - mówię piskliwym głosikiem, przytulając zabawkę do piersi. Jej mięciutki materiał przyjemnie głaska policzek. 
 - Jak ją nazwiesz? - pyta, wnosząc mnie po schodach do budynku. Nie odrywam wzroku od srebrnych oczu zabawki, zastanawiając się nad odpowiedzią.
       Czuję lekkie potrząsanie, a obraz przed oczyma mi się zamazuje. Jednak nadal jestem spokojna, jakby nic się nie działo. Mój umysł krzyczy, że coś jest nie w porządku, ale ciało nie chce go słuchać. 
 - Sue, pobudka - Ktoś mną potrząsa, trzymając za prawe ramię. Mruczę sennie. 
       Zaraz, to był sen. Sen, który bardzo rzadko mnie nawiedza, ale go pamiętam. Chociaż niezupełnie. Jeszcze nie otwieram oczu, chcąc zapamiętać jak najwięcej. Ktoś nadal mną potrząsa, a sen ulatuje w dal. Nie, proszę. Próbuję znowu zasnąć, ale z sekundy na sekundę odzyskuję świadomość. Mam wrażenie, że wraz z snem tracę wspomnienie. Ten sen jest wspomnieniem, przychodzi mi do głowy ta myśl równie szybko jak wspomnienie sztucznych srebrnych oczu, które są mi znajome. Ja mam tę panterę.
       Potrząsanie nadal trwa, więc otwieram oczy. Nade mną pochyla się Logan skąpany w półmroku, który panuje w pokoju.
 - Jestem w twoim łóżku - zauważam, rozglądając się dookoła.
 - Nie chciałem cię budzić, kiedy zasnęłaś - tłumaczy, przeciągając się ospale.
 - Nawet jeśli zasnęłam, to na kanapie - mruczę, trochę rozdrażniona tą jego szlachetnością. Pewnie znowu spał na kanapie.
 - Masz rację, ale cię przeniosłem. Ja spałem na kanapie - Uśmiecha się, odkrywając pościel, przez co dostaję gęsiej skórki z zimna.
 - Ale się rozmyśliłeś i wyganiasz mnie stąd? - pytam, obejmując się rękami, aby się ogrzać. Podkurczam nogi, nadal nie schodząc z materaca.
 - Jest już poranek, a ja muszę gdzieś wyjść - informuje mnie, odsłaniając rolety. Przysłaniam dłonią oczy, bo poranne światło mnie razi. Zbyt szybka zmiana oświetlenia.
       W miarę, jak mój wzrok przyzwyczaja się do poranka, zauważam odświętny strój Logana. Cały czarny i nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie czarna wstążka zwisająca ze szpilki.
 - Gdzie idziesz? - pytam podejrzliwie, stając naprzeciwko niego. Mężczyzna mnie omija, udając, że nie usłyszał pytania. Wchodzi do gabinetu, a ja podążam za nim. Na biurku leży bukiet chryzantem, a moje najgorsze obawy się sprawdzają, przez co staję, patrząc na nie z szeroko otwartymi oczami.
       Chryzantemy symbolizują żałobę i żal. Logan idzie na pogrzeb i chyba nawet wiem, czyj to pochówek będzie.
 - Idziesz na pogrzeb? - upewniam się, biorąc kwiaty do rąk. Czarnowłosy obraca się w moja stronę, a w jego oczach dostrzegam błysk przerażenia. Zapewne spodziewa się jakiegoś wybuchu z mojej strony, ale ja tylko stoję, wpatrując się w niego.
 - Tak - odpowiada spokojnie, gotowy do interwencji. Ściskam mocno łodygi, biorąc głęboki oddech.
 - Idę z tobą.
 - Nie możesz - mówi stanowczo, kręcąc głową.
 - Słuchaj, wiem, że ostatnio uciekałam, ale teraz obiecuję, że będzie inaczej. Muszę tam być. Proszę. - Do oczu napływają mi łzy. Widząc niezgodę malującą się na twarzy mężczyzny, dalej próbuję go przekonywać. - Możesz mnie nawet przykuć do siebie...
 - Nie ma takiej potrzeby, bo nigdzie nie idziesz - przerywa, wypowiadając wyraźnie i powoli dwa ostatnie słowa.
 - Proszę! Nie możesz mnie karać w ten sposób. Proszę - błagam, czując, jak kolana mi się uginają. Powtarzam te słowa w myślach z nadzieją, chociaż wiem, że to nie ma sensu.
 - Nie. - Ton jego głosu sugeruje, że to koniec dyskusji. Wysuwa mi z rąk chryzantemy, kładąc je z powrotem na biurku. Podchodzi do mnie, podnosząc mnie z ziemi.
       Wpatruję się w niego błagalnie, ale on tylko kręci głową.
 - I to nie jest kara - szepcze, a w jego postawie dostrzegam troskę. Nie zamierzam się z nim dalej kłócić. Przypomina mi kogoś, ale nie wiem kogo. Kogoś, przy kim mogłam czuć się beztrosko i bezpiecznie. Kogoś, kto nigdy nie pozwoli mi upaść. Zaciskam powieki, kiedy nagły przebłysk wspomnienia znika równie szybko jak się pojawił. Pojedyncza łza spływa mi po policzku, kiedy sięgam dłońmi do czarnej wstążki zwisającej z marynarki Logana, aby ją poprawić. Czuję, jakbym go znała, ale to nie może być prawda. To absurd. Nie mam żadnych wspomnień z wczesnego dzieciństwa. To, co czasem mnie nawiedza, musi być jakimiś wyimaginowanymi wytworami mojego umysłu. Nie można czuć się przy kimś bezpiecznie, a jednocześnie się go bać.
        - Będzie dobrze. - Logan wpatruje się we mnie smutnym wzrokiem, jakby wiedział, że jestem zagubiona. Kiwam głową, chociaż wątpię w te słowa.
       Wstążka z czarnego jedwabiu lśni w promieniach słońca, które wpadają przez otwarte okno. Pogoda jest znacznie lepsza niż wczoraj, o czym również daje znać melodyjne ćwierkanie ptaków.
 - Chodź, chcę ci coś pokazać. - Logan jest czymś wyraźnie podekscytowany, kiedy popycha mnie w stronę drzwi. Nie skręcamy w stronę schodów czy windy. Właściwie to tylko przecinamy korytarz, by znaleźć się przed równoległą ścianą.
       Wciąż jesteśmy na tym samym piętrze, kiedy mężczyzna wyciąga pęk kluczy.
 - Ta dam - mruczy pod nosem, otwierając na oścież drzwi przede mną.  - To twój nowy pokój.   - Wyciąga do przodu dłoń w geście prezentacji.
       Robię krok w tył, powoli kręcąc głową, na co mężczyzna posyła mi znużone spojrzenie.
 - Mówiłem, abyś oswoiła się z myślą, że tu zostaniesz.
 - Nie, ja nie chcę.
 - Jeszcze nie jest skończony, brakuje tutaj twojej ręki. Jest to twój pokój, więc możesz go sobie sama urządzić. Na parapecie zostawiłem ci kilka katalogów, w których na pewno znajdziesz coś ciekawego - mówi, jakby mnie nie usłyszał. Po chwili wchodzę do pomieszczenia, rozglądając się po wnętrzu. Kątem oka dostrzegam uśmiech zwycięstwa na twarzy Logana. Możliwe, że przekraczając próg, jednocześnie wyraziłam zgodę na pozostanie tutaj.
       Przesuwam dłoń po kartonach ułożonych pod ścianą, w których znajdują się moje rzeczy. Jest ich niewiele, w każdym razie mniej niż spakowałam. Otwieram jeden z nich, zauważając, że ubrania są starannie poskładane, przez co zajmują mniej miejsca. Ja ich nie układałam tak porządnie, więc najwyraźniej ktoś musiał grzebać w pudłach. Pewnie zostały skontrolowane, co nie poprawia mi humoru. 
      Obracam się w stronę Logana, aby wygłosić mu swoje pretensje, lecz milczę, widząc, jak wyciąga z kartonu pluszową zabawkę, której oczy lśnią srebrnym blaskiem dzięki promieniom światła. Jego wzrok jest zamglony, jakby nad czymś myślał, jakby… wspominał.
 - Byłaś wtedy małą dziewczynką - mówi cicho, a ja nieruchomieję. - Wiosenny dzień, w który nie brakowało słońca. Razem z Clove siedziałyście w ogrodzie, kiedy wracałem z... delegacji. Zabrałem cię na przejażdżkę motocyklem, zostawiając umorusaną…
       Reszta jego słów zlewa się z moim snem, który może rzeczywiście jest wspomnieniem. Skąd on to wszystko wie!? Odpowiedź kształtuje mi się w głowie, pomimo moich starań, by było inaczej.
 - Przywiozłem ci ją z… - Wyciąga do mnie rękę z panterą, bardzo przypominając tamtego mężczyznę. Nie musi kończyć, bym wiedziała, skąd ją przywiózł. Z Nepalu.
 - Nepalu - kończy zdanie, a ja zaciskam mocno powieki. - Pamiętasz?
        Kręcę głową, robiąc kilka kroków w tył. Próbuję okłamać samą siebie, że tego nie pamiętam, ale im bardziej się staram, tym bardziej wspomnienie osadza się w moim umyśle.
       Byłam tutaj kiedyś, myślę, chociaż wolałabym myśleć inaczej.
       On wie, że pamiętam, widzę to w jego oczach. Mam w głowie mnóstwo pytań, mało odpowiedzi. Przerażający mętlik, którego nie mogę się pozbyć. Ile jeszcze takich wspomnień drzemie w zakamarkach mojego umysłu? Ostatnie dni pokazały mi, że dotychczas mało o sobie wiedziałam.
       W dłoni nadal trzyma zabawkę. Podchodzi powoli, wymijając kartony. Patrzę na niego, czując, jak do oczu napływają mi łzy. Powstrzymuję siebie od zrobienia czegoś głupiego, ale marnie mi to wychodzi. Niepewnie robię krok do przodu, po czym podbiegam do Logana, aby się w niego wtulić.
 - Myślałem, że cię straciliśmy - mówi zachrypniętym głosem, opiekuńczo trzymając mnie w ramionach.
 - Niewiele pamiętam, ale…
 - Ćśśś… - przerywa mi, jeszcze mocniej obejmując. Daje mi przy tym poczucie bezpieczeństwa.
       Ale jednocześnie się go boję. Dygoczę przez kilka sekund. Mógłby mnie teraz bez problemu udusić, ale tylko unosi dłoń, by pogładzić moje włosy. Jak osobę, którą chce uspokoić. Nie zabić. Wtulam się jeszcze mocniej w jego tors, zamykając oczy. Jest moim opiekunem, powinnam czuć się bezpiecznie, więc tylko na tym się skupiam.
       Słyszę dzwoniącą komórkę. Logan wyciąga z kieszeni telefon, ale nie wypuszcza mnie z objęć. Rozmawia z kimś, a ja nie zwracam uwagi na sens rozmowy. Czuję lekkie wibracje jego piersi, kiedy wypowiada każde słowo, co sprawia, że się uśmiecham. Zniekształcony dźwięk brzmi zabawnie. Mężczyzna głaska mnie po plecach, zataczając dłonią kółka. Po chwili delikatnie się od niego odsuwam. Podnoszę z ziemi panterę, aby położyć ją na łóżku. Nie chcę teraz rozmyślać o historii z nią związanej, więc podchodzę do kartonów, by znaleźć moje ubrania. Kompletuję strój na dzisiaj, a w międzyczasie Logan kończy rozmowę.
 - Już lepiej? - pyta, siadając na jednym z pudeł. Nie wiem, czy chodzi mu o moje samopoczucie czy o pogodzenie się z myślą, że zamieszkam w tym pokoju. Nieznacznie kiwam głową, ale jemu to wystarcza. - W takim razie ja już będę się zbierał. Nie powinienem się spóźnić.
       Logan zostawia mnie w pokoju, zamykając drzwi na klucz. Rozglądam się po pomieszczeniu, w którym zamieszkam nie z własnej woli.
       Bordowych ścian nie zdobią żadne obrazy ani inne ozdobniki. Jak mówił Logan, będę mogła sama urządzić pomieszczenie. W lewym rogu stoi łóżko o ramie z jasnego drewna. Duże wnękowe okno o parapecie zasłanym poduszkami leży po prawej stronie ściany, więc przestrzeń nad łóżkiem jest wolna. Będę mogła tam umieścić jakieś plakaty. Pod parapetem znajduje się grzejnik obudowany jasnym drewnem. Pomimo ciemnej barwy ścian i jednego okna, pokój jest jasno oświetlony. Podchodzę do rozsuwanych drzwi szafy, chcąc zobaczyć, ile przestrzeni na ubrania posiadam. Po rozsunięciu drzwi zauważam, że to tajne przejście do kolejnego pokoju niewielkich rozmiarów. Jest to garderoba, której każdą przestrzeń ścian zajmują półki, szafki, stojaki i lustra. Po niedługiej chwili dociera do mnie, że nie zdołam zapełnić tej przestrzeni moimi rzeczami. Po lewej stronie znajduje się toaletka z krzesełkiem. W równoległej ścianie umieszczone są kolejne drzwi, więc je otwieram. Ściany i sufit łazienki wyłożone są szaroniebieskimi kamieniami o owalnym kształcie, a niektóre z nich jarzą się delikatnym blaskiem. Wanna umieszczona na końcu pomieszczenia także jest owalna, tak samo jak toaleta, umywalka czy lustro nad nią. Jedynym prostokątnym kształtem jest szafka na kosmetyki umieszczona nad wanną. Nawet kosz na pranie ma opływowy kształt. Po prawej stronie, naprzeciwko umywalki i toalety, do ściany przymocowane są kuliste haczyki, na których zawieszone są szlafroki i ręczniki. Wszystko to wraz z podłogą ma biały kolor.
       Postanawiam, że zrelaksuję się w wannie. Dostosowuję temperaturę wody, do której wlałam różany olejek. Podczas gdy wanna się napełnia, ja rozbieram się, a brudne ubrania wrzucam do kosza na pranie. Zanurzam się w gorącej wodzie, siedząc w niej około piętnastu minut, aby uspokoić skołatany umysł.
        Ostrożnie stawiam stopy na gładkiej podłodze, ale nic nie wskazuje na to, bym miała się na niej wywrócić. Otulam ciało miękkim ręcznikiem, a następnie doprowadzam do porządku swoją twarz. Szukając w łazience suszarki, znajduję za lustrem wnękową szafkę, a w niej jeszcze więcej kosmetyków. Jednak nigdzie nie ma suszarki. Wycierając włosy ręcznikiem, słyszę, jak ktoś otwiera drzwi do pokoju. Nie przejmuję się tym, jedynie jestem zdziwiona, że Logan tak szybko jest z powrotem. Szybko się ubieram, a następnie rozczesuję mokre włosy.
       Wychodzę z łazienki, przechodzę przez garderobę i wchodzę do pokoju.
 - Już wróci… - Nie kończę pytania, zauważając, że to nie Logan wrócił. Mężczyzna o blond włosach obraca się w moją stronę. Uśmiecha się, jednak uśmiech nie obejmuje jego chłodnych oczu. Uderza we mnie fala szoku, a każda część mojego ciała zamiera z przerażenia.
       On wrócił.
       Tony wrócił. 

Jak wrażenia?
10 komentarzy = nowy rozdział :)

11 komentarzy:

  1. OOO ALE BD FAJNIE *0* KIEDY BD NOWY?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej genialnie. Pisz jak najszybciej! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. z tym snem to trochę banalne.. ale jest ok :)
    Jestem strasznie ciekawa jak potoczy się dalej wątek z Tonym..

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba trochę nie ogarnęłam tego rozdziału. To Log
    an nie jest w podobnym wieku co Sue? Ale ogolnie fajne

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podobało. Świetne czekam z niecierpliwością na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  6. Znakomite perfekcyjnie super. Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne czekam z niecierpliwością :D

    OdpowiedzUsuń

...