W powietrzu unosi się słodki, balsamiczny zapach
kwiatów. Rozglądam się dookoła. Jestem w jakimś wielkim ogrodzie, który poraża
swoją urodą. Jasne kwiaty zdobią zielone korony drzew, w których siedzą
pisklęta, popiskując dźwięcznie. Intensywnie błękitne sklepienie przysłaniają
białe obłoczki. Leżę na granatowym kocu w kratę, wdychając zapach świeżo
skoszonej trawy. O, tamta chmura wygląda
jak owieczka, myślę, unosząc do góry drobną rączkę. Próbuję pochwycić złote
promienie słońca, które przyjemnie przypiekają skórę.
- Mówiłam, abyś siedziała w cieniu - mówi
brązowowłosa kobieta, a w jej głosie wyczuwam rozdrażnienie. Podbiega do mnie,
a jej wysokie szpilki wbijają się w miękką ziemię. Śmieję się dźwięcznie, gdy
wywraca się przede mną, tuszując upadek chęcią zdjęcia niewygodnych butów.
Spódnica, która zaledwie sekundę
temu była całkowicie biała, jest teraz umorusana ziemią i soczystą trawą. Zniesmaczona
kobieta podnosi się, biorąc mnie na ręce. Siadamy w cieniu pod rozłożystym
drzewem. Jest tu chłodniej, ale nadal ciepło. Dama w brudnej białej spódnicy
zachęca mnie do gry w łapki, chociaż nie wiem, na czym to polega. Rusza dłońmi
i tłumaczy coś, ale zagłusza ją ryk motocyklu.
Szybko podrywam się na nogi,
wykręcając głowę do tyłu. Czerwoną bestię dosiada młody mężczyzna o
kruczoczarnych włosach. Jedzie wzdłuż alejki wyłożonej szarymi kamieniami. Kask przewieszony ma przez rączkę pojazdu, a ja się cieszę, że już
wrócił. Macham do niego wesoło, podskakując w miejscu. Jego usta rozciągają się
w szerokim uśmiechu, kiedy hamuje tuż przed linią utworzoną z niebieskich
niezapominajek.
- Masz ochotę na przejażdżkę? - krzyczy w moją stronę,
nie schodząc z motocykla. Ochoczo kiwam głową, podbiegając do niego. Sadza mnie
przed sobą, a szatynka w tym czasie przydreptuje do nas na bosaka.
- Nawet nie próbuj się głośno śmiać - grozi,
wskazując ostrzegawczo palcem na motocyklistę, który trzęsie się w niemym
rozbawieniu.
- Do zobaczenia w
ośrodku, brudasku - rzuca przez ramię, odpalając czerwoną
bestię. Oglądając się za siebie, widzę zirytowaną twarz kobiety, jednak w
jej oczach błyszczy radość.
Wiatr zwiewa
mi włosy z twarzy. Swoją rączką próbuję dosięgnąć wiszącego kasku. Wystaje z
niego jakaś czarna pluszowa zabawka. W blasku słońca jej oczy jarzą się
srebrnym blaskiem.
- Nie dotykaj, bo cię ugryzie - żartuje głos osoby
siedzącej za mną.
- Ugryzie? - powtarzam ostatnie słowo, szybko cofając
rękę.
- Pantery są niebezpieczne - mówi, śmiejąc się nad
moją głową. - Ale ta chyba cię polubi, skoro zgodziła się ze mną przyjechać z
Nepalu. Jest dla ciebie.
- Jest dla mnie? - pytam niedowierzającym tonem. Obracam
się w stronę mężczyzny bez strachu, że mogę zlecieć z motocyklu. Czuję się przy
nim beztrosko i bezpiecznie. Wiem, że nie pozwoli mi upaść.
- Oddaję ją w twoje ręce. - Mruga do mnie, hamując
przed schodami prowadzącymi do jakiegoś pałacu. Uśmiecham się szeroko,
czekając, aż mężczyzna pomoże mi zejść z pojazdu. Jestem zbyt mała, by sama
zeskoczyć. Stawiając mnie na ziemi, wyciąga z kasku panterę.
- Dziękuję - mówię piskliwym głosikiem, przytulając
zabawkę do piersi. Jej mięciutki materiał przyjemnie głaska policzek.
- Jak ją nazwiesz? - pyta, wnosząc mnie po schodach
do budynku. Nie odrywam wzroku od srebrnych oczu zabawki, zastanawiając się nad
odpowiedzią.
Czuję lekkie potrząsanie, a
obraz przed oczyma mi się zamazuje. Jednak nadal jestem spokojna, jakby nic się
nie działo. Mój umysł krzyczy, że coś jest nie w porządku, ale ciało nie chce
go słuchać.
- Sue, pobudka - Ktoś mną potrząsa, trzymając za
prawe ramię. Mruczę sennie.
Zaraz, to był sen. Sen, który
bardzo rzadko mnie nawiedza, ale go pamiętam. Chociaż niezupełnie. Jeszcze nie
otwieram oczu, chcąc zapamiętać jak najwięcej. Ktoś nadal mną potrząsa, a sen
ulatuje w dal. Nie, proszę. Próbuję znowu zasnąć, ale z sekundy na sekundę
odzyskuję świadomość. Mam wrażenie, że wraz z snem tracę wspomnienie. Ten sen jest
wspomnieniem, przychodzi mi do głowy ta myśl równie szybko jak wspomnienie
sztucznych srebrnych oczu, które są mi znajome. Ja mam tę panterę.
Potrząsanie nadal trwa, więc
otwieram oczy. Nade mną pochyla się Logan skąpany w półmroku, który panuje w
pokoju.
- Jestem w twoim
łóżku - zauważam, rozglądając się dookoła.
- Nie chciałem cię
budzić, kiedy zasnęłaś - tłumaczy, przeciągając się ospale.
- Nawet jeśli zasnęłam, to na kanapie - mruczę,
trochę rozdrażniona tą jego szlachetnością. Pewnie znowu spał na kanapie.
- Masz rację, ale cię przeniosłem. Ja spałem na
kanapie - Uśmiecha się, odkrywając pościel, przez co dostaję gęsiej skórki z
zimna.
- Ale się rozmyśliłeś i wyganiasz mnie stąd? - pytam,
obejmując się rękami, aby się ogrzać. Podkurczam nogi, nadal nie schodząc z
materaca.
- Jest już poranek, a ja muszę gdzieś wyjść -
informuje mnie, odsłaniając rolety. Przysłaniam dłonią oczy, bo poranne światło
mnie razi. Zbyt szybka zmiana oświetlenia.
W miarę, jak mój wzrok
przyzwyczaja się do poranka, zauważam odświętny strój Logana. Cały czarny i nic
nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie czarna wstążka zwisająca ze szpilki.
- Gdzie idziesz? - pytam podejrzliwie, stając
naprzeciwko niego. Mężczyzna mnie omija, udając, że nie usłyszał pytania. Wchodzi
do gabinetu, a ja podążam za nim. Na biurku leży bukiet chryzantem, a moje
najgorsze obawy się sprawdzają, przez co staję, patrząc na nie z szeroko
otwartymi oczami.
Chryzantemy symbolizują żałobę i
żal. Logan idzie na pogrzeb i chyba nawet wiem, czyj to pochówek będzie.
- Idziesz na pogrzeb? - upewniam się, biorąc kwiaty
do rąk. Czarnowłosy obraca się w moja stronę, a w jego oczach dostrzegam błysk
przerażenia. Zapewne spodziewa się jakiegoś wybuchu z mojej strony, ale ja
tylko stoję, wpatrując się w niego.
- Tak - odpowiada spokojnie, gotowy do interwencji.
Ściskam mocno łodygi, biorąc głęboki oddech.
- Idę z tobą.
- Nie możesz - mówi stanowczo, kręcąc głową.
- Słuchaj, wiem, że ostatnio uciekałam, ale teraz
obiecuję, że będzie inaczej. Muszę tam być. Proszę. - Do oczu napływają mi łzy.
Widząc niezgodę malującą się na twarzy mężczyzny, dalej próbuję go przekonywać.
- Możesz mnie nawet przykuć do siebie...
- Nie ma takiej potrzeby, bo nigdzie nie idziesz -
przerywa, wypowiadając wyraźnie i powoli dwa ostatnie słowa.
- Proszę! Nie możesz mnie karać w ten sposób. Proszę
- błagam, czując, jak kolana mi się uginają. Powtarzam te słowa w myślach z
nadzieją, chociaż wiem, że to nie ma sensu.
- Nie. - Ton jego głosu sugeruje, że to koniec
dyskusji. Wysuwa mi z rąk chryzantemy, kładąc je z powrotem na biurku.
Podchodzi do mnie, podnosząc mnie z ziemi.
Wpatruję się w niego błagalnie,
ale on tylko kręci głową.
- I to nie jest kara - szepcze, a w jego postawie
dostrzegam troskę. Nie zamierzam się z nim dalej kłócić. Przypomina mi kogoś,
ale nie wiem kogo. Kogoś, przy kim mogłam czuć się beztrosko i bezpiecznie.
Kogoś, kto nigdy nie pozwoli mi upaść. Zaciskam powieki, kiedy nagły przebłysk
wspomnienia znika równie szybko jak się pojawił. Pojedyncza łza spływa mi po
policzku, kiedy sięgam dłońmi do czarnej wstążki zwisającej z marynarki Logana,
aby ją poprawić. Czuję, jakbym go znała, ale to nie może być prawda. To absurd.
Nie mam żadnych wspomnień z wczesnego dzieciństwa. To, co czasem mnie nawiedza,
musi być jakimiś wyimaginowanymi wytworami mojego umysłu. Nie można czuć się
przy kimś bezpiecznie, a jednocześnie się go bać.
- Będzie
dobrze. - Logan wpatruje się we mnie smutnym wzrokiem, jakby wiedział, że
jestem zagubiona. Kiwam głową, chociaż wątpię w te słowa.
Wstążka z czarnego jedwabiu lśni w
promieniach słońca, które wpadają przez otwarte okno. Pogoda jest znacznie
lepsza niż wczoraj, o czym również daje znać melodyjne ćwierkanie ptaków.
- Chodź, chcę ci coś
pokazać. - Logan jest czymś wyraźnie podekscytowany, kiedy popycha mnie w
stronę drzwi. Nie skręcamy w stronę schodów czy windy. Właściwie to tylko
przecinamy korytarz, by znaleźć się przed równoległą ścianą.
Wciąż jesteśmy
na tym samym piętrze, kiedy mężczyzna wyciąga pęk kluczy.
- Ta dam - mruczy
pod nosem, otwierając na oścież drzwi przede mną. - To twój nowy pokój. - Wyciąga do przodu dłoń w geście
prezentacji.
Robię krok w
tył, powoli kręcąc głową, na co mężczyzna posyła mi znużone spojrzenie.
- Mówiłem, abyś
oswoiła się z myślą, że tu zostaniesz.
- Nie, ja nie chcę.
- Jeszcze nie jest
skończony, brakuje tutaj twojej ręki. Jest to twój pokój, więc możesz go sobie
sama urządzić. Na parapecie zostawiłem ci kilka katalogów, w których na pewno
znajdziesz coś ciekawego - mówi, jakby mnie nie usłyszał. Po chwili wchodzę do
pomieszczenia, rozglądając się po wnętrzu. Kątem oka dostrzegam uśmiech
zwycięstwa na twarzy Logana. Możliwe, że przekraczając próg, jednocześnie
wyraziłam zgodę na pozostanie tutaj.
Przesuwam dłoń
po kartonach ułożonych pod ścianą, w których znajdują się moje rzeczy. Jest ich
niewiele, w każdym razie mniej niż spakowałam. Otwieram jeden z nich,
zauważając, że ubrania są starannie poskładane, przez co zajmują mniej miejsca.
Ja ich nie układałam tak porządnie, więc najwyraźniej ktoś musiał grzebać w
pudłach. Pewnie zostały skontrolowane, co nie poprawia mi humoru.
Obracam się w
stronę Logana, aby wygłosić mu swoje pretensje, lecz milczę, widząc, jak
wyciąga z kartonu pluszową zabawkę, której oczy lśnią srebrnym blaskiem dzięki
promieniom światła. Jego wzrok jest zamglony, jakby nad czymś myślał, jakby…
wspominał.
- Byłaś wtedy małą
dziewczynką - mówi cicho, a ja nieruchomieję. - Wiosenny dzień, w który nie
brakowało słońca. Razem z Clove siedziałyście w ogrodzie, kiedy wracałem z...
delegacji. Zabrałem cię na przejażdżkę motocyklem, zostawiając umorusaną…
Reszta jego
słów zlewa się z moim snem, który może rzeczywiście jest wspomnieniem. Skąd on to
wszystko wie!? Odpowiedź kształtuje mi się w głowie, pomimo moich starań, by
było inaczej.
- Przywiozłem ci ją
z… - Wyciąga do mnie rękę z panterą, bardzo przypominając tamtego mężczyznę. Nie
musi kończyć, bym wiedziała, skąd ją przywiózł. Z Nepalu.
- Nepalu - kończy
zdanie, a ja zaciskam mocno powieki. - Pamiętasz?
Kręcę głową, robiąc kilka kroków w tył.
Próbuję okłamać samą siebie, że tego nie pamiętam, ale im bardziej się staram,
tym bardziej wspomnienie osadza się w moim umyśle.
Byłam tutaj kiedyś, myślę, chociaż
wolałabym myśleć inaczej.
On wie, że
pamiętam, widzę to w jego oczach. Mam w głowie mnóstwo pytań, mało odpowiedzi.
Przerażający mętlik, którego nie mogę się pozbyć. Ile jeszcze takich wspomnień
drzemie w zakamarkach mojego umysłu? Ostatnie dni pokazały mi, że dotychczas
mało o sobie wiedziałam.
W dłoni nadal
trzyma zabawkę. Podchodzi powoli, wymijając kartony. Patrzę na niego, czując,
jak do oczu napływają mi łzy. Powstrzymuję siebie od zrobienia czegoś głupiego,
ale marnie mi to wychodzi. Niepewnie robię krok do przodu, po czym podbiegam do
Logana, aby się w niego wtulić.
- Myślałem, że cię
straciliśmy - mówi zachrypniętym głosem, opiekuńczo trzymając mnie w ramionach.
- Niewiele pamiętam,
ale…
- Ćśśś… - przerywa
mi, jeszcze mocniej obejmując. Daje mi przy tym poczucie bezpieczeństwa.
Ale
jednocześnie się go boję. Dygoczę przez kilka sekund. Mógłby mnie teraz bez
problemu udusić, ale tylko unosi dłoń, by pogładzić moje włosy. Jak osobę, którą
chce uspokoić. Nie zabić. Wtulam się jeszcze mocniej w jego tors, zamykając oczy.
Jest moim opiekunem, powinnam czuć się bezpiecznie, więc tylko na tym się
skupiam.
Słyszę
dzwoniącą komórkę. Logan wyciąga z kieszeni telefon, ale nie wypuszcza mnie z
objęć. Rozmawia z kimś, a ja nie zwracam uwagi na sens rozmowy. Czuję lekkie wibracje
jego piersi, kiedy wypowiada każde słowo, co sprawia, że się uśmiecham.
Zniekształcony dźwięk brzmi zabawnie. Mężczyzna głaska mnie po plecach,
zataczając dłonią kółka. Po chwili delikatnie się od niego odsuwam. Podnoszę z
ziemi panterę, aby położyć ją na łóżku. Nie chcę teraz rozmyślać o historii z
nią związanej, więc podchodzę do kartonów, by znaleźć moje ubrania. Kompletuję
strój na dzisiaj, a w międzyczasie Logan kończy rozmowę.
- Już lepiej? -
pyta, siadając na jednym z pudeł. Nie wiem, czy chodzi mu o moje samopoczucie
czy o pogodzenie się z myślą, że zamieszkam w tym pokoju. Nieznacznie kiwam
głową, ale jemu to wystarcza. - W takim razie ja już będę się zbierał. Nie
powinienem się spóźnić.
Logan zostawia
mnie w pokoju, zamykając drzwi na klucz. Rozglądam się po pomieszczeniu, w
którym zamieszkam nie z własnej woli.
Bordowych
ścian nie zdobią żadne obrazy ani inne ozdobniki. Jak mówił Logan, będę mogła
sama urządzić pomieszczenie. W lewym rogu stoi łóżko o ramie z jasnego drewna. Duże
wnękowe okno o parapecie zasłanym poduszkami leży po prawej stronie ściany,
więc przestrzeń nad łóżkiem jest wolna. Będę mogła tam umieścić jakieś plakaty.
Pod parapetem znajduje się grzejnik obudowany jasnym drewnem. Pomimo ciemnej
barwy ścian i jednego okna, pokój jest jasno oświetlony. Podchodzę do
rozsuwanych drzwi szafy, chcąc zobaczyć, ile przestrzeni na ubrania posiadam.
Po rozsunięciu drzwi zauważam, że to tajne przejście do kolejnego pokoju
niewielkich rozmiarów. Jest to garderoba, której każdą przestrzeń ścian zajmują
półki, szafki, stojaki i lustra. Po niedługiej chwili dociera do mnie, że nie
zdołam zapełnić tej przestrzeni moimi rzeczami. Po lewej stronie znajduje się
toaletka z krzesełkiem. W równoległej ścianie umieszczone są kolejne drzwi,
więc je otwieram. Ściany i sufit łazienki wyłożone są szaroniebieskimi
kamieniami o owalnym kształcie, a niektóre z nich jarzą się delikatnym
blaskiem. Wanna umieszczona na końcu pomieszczenia także jest owalna, tak samo
jak toaleta, umywalka czy lustro nad nią. Jedynym prostokątnym kształtem jest
szafka na kosmetyki umieszczona nad wanną. Nawet kosz na pranie ma opływowy
kształt. Po prawej stronie, naprzeciwko umywalki i toalety, do ściany
przymocowane są kuliste haczyki, na których zawieszone są szlafroki i ręczniki.
Wszystko to wraz z podłogą ma biały kolor.
Postanawiam,
że zrelaksuję się w wannie. Dostosowuję temperaturę wody, do której wlałam
różany olejek. Podczas gdy wanna się napełnia, ja rozbieram się, a brudne
ubrania wrzucam do kosza na pranie. Zanurzam się w gorącej wodzie, siedząc w
niej około piętnastu minut, aby uspokoić skołatany umysł.
Ostrożnie stawiam stopy na gładkiej podłodze, ale
nic nie wskazuje na to, bym miała się na niej wywrócić. Otulam ciało miękkim
ręcznikiem, a następnie doprowadzam do porządku swoją twarz. Szukając w
łazience suszarki, znajduję za lustrem wnękową szafkę, a w niej jeszcze więcej
kosmetyków. Jednak nigdzie nie ma suszarki. Wycierając włosy ręcznikiem,
słyszę, jak ktoś otwiera drzwi do pokoju. Nie przejmuję się tym, jedynie jestem
zdziwiona, że Logan tak szybko jest z powrotem. Szybko się ubieram, a następnie
rozczesuję mokre włosy.
Wychodzę z
łazienki, przechodzę przez garderobę i wchodzę do pokoju.
- Już wróci… - Nie
kończę pytania, zauważając, że to nie Logan wrócił. Mężczyzna o blond włosach
obraca się w moją stronę. Uśmiecha się, jednak uśmiech nie obejmuje jego
chłodnych oczu. Uderza we mnie fala szoku, a każda część mojego ciała zamiera z
przerażenia.
On wrócił.
Tony wrócił.
Jak wrażenia?
10 komentarzy = nowy rozdział :)
Meeega *-*
OdpowiedzUsuńOOO ALE BD FAJNIE *0* KIEDY BD NOWY?
OdpowiedzUsuńAA 10 KOM ;-;
OdpowiedzUsuńJej genialnie. Pisz jak najszybciej! :)
OdpowiedzUsuńz tym snem to trochę banalne.. ale jest ok :)
OdpowiedzUsuńJestem strasznie ciekawa jak potoczy się dalej wątek z Tonym..
Świetny rozdział :3
OdpowiedzUsuńSwietne
OdpowiedzUsuńChyba trochę nie ogarnęłam tego rozdziału. To Log
OdpowiedzUsuńan nie jest w podobnym wieku co Sue? Ale ogolnie fajne
Bardzo mi się podobało. Świetne czekam z niecierpliwością na kolejny
OdpowiedzUsuńZnakomite perfekcyjnie super. Czekam na kolejny
OdpowiedzUsuńświetne czekam z niecierpliwością :D
OdpowiedzUsuń