5 października 2014

Rozdział 1

       Słyszę, że Tony już mnie dogania. Jest naprawdę szybki. Przynajmniej mam tę przewagę, że znam okolicę. Uciekając, nie zwracałam uwagi, dokąd zmierzam. Teraz znajduję się nieopodal parku, za którym jest przystanek. Może zdążę na jakikolwiek autobus, by zostawić za sobą miejsce okropnych zdarzeń. Jest ciemno, więc widoczność wśród drzew jest ograniczona. Potykam się o wystający korzeń, upadając na twardą ziemię. Szukając oparcia w trakcie upadku, chwytam pień drzewa, lecz nierówna faktura kory tylko rani moje dłonie. Podnoszę się pomimo bólu i zmęczenia, na nogach utrzymuje mnie już sama siła woli, która powoli słabnie. Wiem, że mam małe szanse na ucieczkę. Chyba od początku to wiedziałam, jednak teraz czuję, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Mknę dalej w stronę przystanku, muszę jedynie przebiec przez jezdnię. Stoi tam autobus czekający na wsiadających i wysiadających pasażerów, by kontynuować przejażdżkę. Nie rozglądając się po ulicy, biegnę, a tuż obok słyszę pisk opon. Po mojej lewej stronie widzę za kierownicą twarz kobiety wykrzykującej coś w zdenerwowaniu. Nie skupiam się na tym, co wywrzaskuje. Próbuję zatrzymać odjeżdżający autobus, ale na próżno. Pojazd odjechał beze mnie.
  - Gdzie jedziesz? - pyta mnie kobieta, która siedzi za kierownicą, otwierając samochodowe okno. Spoglądam na nią, a jej twarz wydaje mi się znajoma. Nie mogę wydobyć wspomnienia z nią związanego, ale czuję, że gdzieś już ją spotkałam. Może to było dawno temu, może przypadkowo minęłam ją na ulicy, a może...
  - Wsiadaj, podwiozę cię. Mniemam, że spieszyłaś się na autobus, niemal wpadając pod moje auto - mówiąc to, uśmiecha się serdecznie. Bez zastanowienia wsiadam do samochodu, bo po drugiej stronie ulicy widzę nadbiegającego Tony'ego.
  - To gdzie jedziesz?
  - Avenueroad 14 - odpowiadam. Myślę, że Ethan nie będzie miał nic przeciwko mojej wizycie, zawsze mogłam na niego liczyć. Oddalając się od przystanku autobusowego, patrzę na malejącą sylwetkę Tony'ego. Sięga do kieszeni i wyjmuje z niej telefon, który przykłada do ucha. Zapewne dzwoni po swoją ekipę. Wzrok ma utkwiony we mnie; macha mi na pożegnanie, najwyraźniej dając do zrozumienia, że jeszcze się spotkamy. Wiem, że to nie koniec...
       Rany na dłoniach dają o sobie znać, ponieważ czuję pieczenie. Wcześniej nie miałam czasu na nie spojrzeć. Są brudne i obtarte, w niektórych miejscach sączy się krew. Z moich ust musiał wydobyć się cichy jęk, bo pani patrzy na moje nadgarstki w niemym okrzyku zaskoczenia. Pojazd zatrzymał się, ale to może dlatego, że tak nakazują czerwone światła. Kobieta wyciąga z torebki chusteczki. Jedną z nich nawilża wodą z butelki i wyciera mi rękę, ale nie w miejscu zranienia. Próbuje zmyć mi wytatuowany trójkąt na prawym nadgarstku, ale bez skutku. Znak ten mam, odkąd pamiętam. Przyzwyczaiłam się do niego, chociaż nie wiem kto mi go zrobił i co on oznacza.
       Biorę od kobiety chusteczkę, a ona w tym czasie gdzieś dzwoni. Nagle rozlega się okropny pisk, od którego bolą uszy. Patrzę na kobietę, ale ona zdaje się go nie słyszeć.
  - Znalazłam ją... Zupełnie przypadkowo, może wyda ci się to śmieszne, ale wskoczyła mi pod samochód... Chyba uciekała... Tak, jestem pewna, przecież ma znak - rozmawia z kimś przyciszonym głosem, jednak udaje mi się wyłapać strzępki rozmowy, by stwierdzić, że muszę stąd uciekać. Najwidoczniej nie tylko jedna osoba chce mnie złapać.
  - Hej, gdzie wychodzisz? - pyta mnie, zakrywając głośnik telefonu. W jej oczach dostrzegam panikę.

~*~

       Nie minęło wiele czasu, zanim znalazłam się pod domem Ethan'a. Zmęczona, pukam do drzwi, które po chwili otwiera mi przyjaciel.
  - Sue, wszystko w porządku? Oczywiście, że nie. Wchodź. - Przepuszcza mnie przez drzwi. Widzę, że jest zmartwiony. Jest wspaniałym przyjacielem. Tylko jemu powiedziałam o zniknięciach.
  - Jesteś sam? - pytam, bo nie wiem, czy mam się z kimś witać. Na pewno nie ma jego rodziców, bo pojechali odwiedzić rodzinę. Ethan postanowił zostać, a oni nie mieli nic przeciwko temu. Ufają mu, trudno mu nie ufać.
       Jakby na komendę, na schodach zjawia się Cooper. Jest najlepszym kumplem Ethan'a, więc nic dziwnego, że go tu widzę.
  - O... hej, Sue. Myślałem, że to koleś z pizzą. Przyszłaś na imprezę? - wypowiada te słowa, wykonując przy tym jakiś dziwny taniec, a następnie wybucha głośnym śmiechem. Moje kąciki ust delikatnie się unoszą, ale nie na długo. Nie mam teraz nastroju na żarty. Ethan, który zauważa moją minę, patrzy z naganą na kolegę. Zakłopotany Cooper wraca do pokoju, a my zostajemy sami. Idę w stronę łazienki, by obmyć zranione dłonie. Ethan, opierając się o futrynę, patrzy na mnie smutnym wzrokiem, najwyraźniej oczekując, aż sama zacznę opowiadać. Opowiadam, a łzy niemiłosiernie spływają mi po policzkach.
  - ... Znowu to się stało, ale tym razem widziałam, jak umierają - mój głos załamał się przy ostatnim słowie. Patrzę na przyjaciela ze łzami w oczach. Nie muszę mówić nic więcej, bo on doskonale mnie rozumie. Przytula mnie mocno, on też nie musi nic mówić. Stoimy tak przez chwilę, aż u drzwi rozlega się dzwonek. Spłoszona, odskakuję od przyjaciela. Boję się, że to moi prześladowcy.
  - Spokojnie, to na pewno dostawca pizzy. Jesteś głodna?
  - I zmęczona - dodaję, próbując zamaskować ziewanie. Z holu dobiega do nas głos Cooper'a, to naprawdę był dostawca pizzy. Oddycham z ulgą.
       Troje siedzimy na skórzanej kanapie w salonie, jedząc pizzę i popijając ją sokiem pomarańczowym. W telewizji leci jakiś nudny serial, ale nie zwracamy na niego uwagi. Oczy już mi się zamykają, chyba niedługo zasnę. Chłopaki są pochłonięci rozmową, wiedzą, że potrzebuję wewnętrznej samotności. Ethan opowiedział w skrócie Cooper'owi, co się stało. W myślach wspominam Wen i Andy'ego. Przed oczami pojawiają mi się obrazy dzisiejszego wieczoru. Strach, śmierć, krew, miła twarz blondyna...
        Z myśli wyrywa mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Zaskoczona, spoglądam na chłopaków, ale oni też są zdumieni. Jest po północy, kto mógłby o tej porze przychodzić w odwiedziny? Coop zagląda przez okno, ale nie rozpoznaje nikogo na zewnątrz. Ethan łapie mnie za łokieć i prowadzi na tył domu, ku drzwiom garażu. Chowamy się za drzwiami, a w tym czasie rozlega się głośne pukanie do drzwi wejściowych, które otwiera Cooper. Z holu dobiega odgłos rozmowy.
  - O co chodzi? - w głosie Cooper'a można wyczuć zdenerwowanie.
  - Obawiam się, że doskonale wiesz o co chodzi. Gdzie ona jest?
  - Słucham?
  - A więc słuchaj, chłopcze. Wiem, że Sue gdzieś tu jest. Zmierzała tutaj, więc jeszcze raz spójrz na tę odznakę, przemyśl konsekwencje i odpowiedz jeszcze raz. Gdzie. Ona. Jest? - Głos obcego mężczyzny jest stanowczy i opanowany.
       Słyszę trzask drzwiami, a następnie tupot stóp. Do garażu wbiega Coop, na jego twarzy widać przerażenie.
   - Sue, uciekaj! Przyszli po ciebie! - mówi równie przerażonym głosem, ale zagłusza go łomot w drzwi wejściowe.
       Eth ciągnie mnie w stronę swojego motoru. Jego orzechowe włosy zasłania teraz kask, a drugi wkłada mi na głowę. Wsiadam za nim na skuter i mocno obejmuję go w pasie. Czuję woń jego perfum i ciepło bijące od torsu. Drzwi garażowe otwierają się, ukazując ciemną noc. Przed podjazdem stoi kilka samochodów, jednak motocyklista sprytnie je wymija. Spoglądam do tyłu, widząc, że rusza za nami pogoń. Ktoś złapał Cooper'a. Mkniemy pustą drogą, za nami ciągnie się sznur pojazdów. Rozmyślam nad tym, czy się poddać. Może wtedy oszczędzą Ethan'a? Samochody już nas doganiają. Jadą po bokach, próbując zmusić nas do zatrzymania się. Mój przyjaciel się jeszcze nie poddaje.
  - Jak się zatrzymam, to biegnij najszybciej, jak możesz. Tylko nie wzdłuż drogi, aby nie mogli korzystać z aut. Nie zatrzymuj się... bez względu na wszystko - mówi Ethan stanowczym tonem, więc kiwam głową, niepewna, czy to zauważył.
       Nagle przed nami zajeżdża jakiś samochód, tarasując nam drogę. Silnik motoru gaśnie. Biegnę, ściągając kask, który mnie obciąża. Obok mnie pojawia się umięśniony facet, więc rzucam w niego kaskiem, ale on sprytnie robi unik. Staram się go wyminąć, jednak potykam się o jego wielką stopę. Podnosi mnie z ziemi, próbuję się wyrwać, ale on jest zbyt silny. W moją stronę nadbiega Ethan, robi wielki zamach i z całej siły uderza w nos napastnika. Teraz mam szansę się wyrwać. Zadyszana, mknę w stronę niewielkiego wzniesienia. Za sobą słyszę kroki przyjaciela. Wspinam się na górę, przytrzymując się korzeni drzew.
  - Sue, czemu uciekasz? Czy ktoś celuje w ciebie bronią? - pyta mnie czarnowłosy facet, przyglądając się mojej wspinaczce. Przystaję, spoglądając w dół.  Na dole chłopiec z orzechowymi włosami siłuje się z facetem, który nie ma ich wcale. Ironia. Reszta na mnie patrzy, ale nikt we mnie nie celuje. W czasie, kiedy rozmyślam, ktoś chwyta mnie za ramię i sprowadza na dół. Nie opieram się. Przegrałam już tę grę, zwaną ucieczką.
       Zatrzymujemy się dopiero przed czarnowłosym mężczyzną, który mnie "przechwyca".
  - Wypuście Ethan'a. I Cooper'a - mówię gniewnym głosem.
  - A więc tak się nazywają twoi przyjaciele? Nie chcieli się przedstawić. Bez obaw, odwieziemy ich bezpiecznie do domu.
       W jego głosie nie wyczuwam nuty kłamstwa, ale i tak mu nie ufam. Patrzę, jak łysol próbuje wepchnąć do samochodu Eth'a. Przez chwilę próbuję się uwolnić, ale uścisk jest zbyt mocny. Stoję nieruchomo, kiedy  mężczyzna grzebie w kieszeni. Rozglądam się dookoła, ale nigdzie nie widzę Tony'ego. Jestem zdezorientowana. Czuję ukłucie w prawej ręce, do moich żył wpływa zimny płyn. Walczę z sennością, lecz na próżno. Opadam z sił, ktoś mnie łapie. Ostatnie, co pamiętam, to cichy szept:
  - Miło cię znowu widzieć, Sue.


                                                                         
       

7 komentarzy:

  1. Śliczne opowiadanie gratulacje <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, cudowny! *.* Bardzo mi się podoba. Będę wpadać częściej. Przy okazji zapraszam na swojego bloga: lastchancestory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba.
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytała bym to non stop :)
    Obserwuję ;)
    patkaa-fashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się. ^-^
    Pisz dalej :D
    Czekam na next.
    Zapraszam do siebie. ^-^
    http://my-mmortal.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry rozdział. Ethanowi wydaje się zależeć na Sue, dużo dla niej zrobił, może będzie z tego coś więcej... Nie było tam Tony'ego? Może to sprawa tej blondynki z auta... Wydawała się milsza od tamtych, skoro ludzie Tony'ego chcą zabić Sue to może jej ludzie starają się ją chronić? Mam taką nadzieję :) Lecę czytać dalej i zapraszam do mnie alex2708.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

...