13 kwietnia 2015

Rozdział 9

     Nie mogę się poruszyć, a aparat mowy odmówił mi posłuszeństwa. Blondyn swobodnie stoi w tym samym miejscu, nie spuszczając ze mnie wzroku. Sierpniowe słońce rozświetla jego złote kosmyki czesane wiatrem, tworząc na nich jasne refleksy.
 - Nie przywitasz się ze mną? - pyta, nie przestając się uśmiechać. Chwilę czeka, ale ja nic nie mówię, więc dodaje z wyrzutem. - A, zapomniałem. Ty nawet się nie żegnasz.
       Rozchylam usta, czując, jak przerażenie panujące we mnie próbuje znaleźć ujście, kiedy mężczyzna nawiązuje do naszego ostatniego spotkania. Zanim zdążam krzyknąć, Tony w mgnieniu oka do mnie doskakuje, przyciskając mnie do ściany. Jedną dłonią zakrywa mi usta, a drugą opiera o ścianę, trzymając ją obok mojej głowy. Swoimi nogami zablokował moje tak, że jestem pozbawiona możliwości kopnięcia go.
 - Okrzyk przerażenia to nie najmilszy sposób na przywitanie - syczy. Próbuję się wyrwać, ale mężczyzna tylko jeszcze mocniej napiera na mnie swoim ciałem, które nasiąkło piżmowo-cynamonową wonią. Odwracam od niego wzrok, słysząc, jak ciężko oddycha, bynajmniej nie z wysiłku. Dłonie opieram na jego torsie, próbując go odepchnąć. Wyczuwam pod koszulką jego twarde mięśnie, co jest rozpraszające. Tony jest zbyt silny, bym odsunęła go chociażby na milimetr.
       Unoszę głowę do góry, wpatrując się w jego oczy. Można by zatonąć w ich ciemnozielonej głębi. Czuję, jak im się opieram, przestając walczyć. Zdrowy rozsądek podsuwa mi obraz, który zapoczątkował koszmary, co działa na mnie jak chlust zimnej wody. Szybko wybudzam się z transu, starając się skupić na wspomnieniu martwego ciała kobiety, kiedy napieram na niego dłońmi jeszcze mocniej. Bez skutku. On uśmiecha się drwiąco, wyczuwając moją porażkę. Jednak nie poddaję się. Zduszony jęk wydobywa się z moich ust zasłoniętych jego ręką, co nie umyka jego uwadze.
 - Nie musisz się mnie bać - szepcze, dostrzegając w moich oczach przerażenie. Powiedział to samo na naszym pierwszym spotkaniu.
       Walę pięściami w twardy brzuch, ale on zdaje się tego nie odczuwać. Patrzy na mnie intensywnie, bez oznaki bólu.  Pozwala mi siebie atakować, nie broni się. Nie odrywam wzroku od jego młodej twarzy. Jest przystojny.
       Martwe ciało Wen, przypominam sobie i jeszcze wścieklej uderzam w jego ciało. Nadal się nie krzywi, czego nie można powiedzieć o mnie. Ręce mnie już bolą, a on to zauważa.
 - Zrobisz sobie krzywdę - mówi, błyskawicznie zabierając dłoń ze ściany, aby uwięzić w niej moje ręce. Trzyma je mocno, nie pozwalając na żaden cios, co dla moich dłoni jest ulgą. Przeszywam go zabójczym wzrokiem. Co go obchodzi moje zdrowie!? Psychiczne i tak już mi poważnie uszkodził. Próbuję się wyswobodzić, ale mi się to nie udaje. Tony czeka, aż się uspokoję, więżąc mnie w klatce ze swojego ciepłego ciała i zimnej ściany. Nie czeka długo, bo szybko się męczę wysiłkiem, który nie przynosi efektów.
       Patrzę, jak ciężko oddycha przez lekko rozchylone usta. Idealnie wykrojone usta. Następnie kieruję wzrok na zielone tęczówki, które z sekundy na sekundę ciemnieją. On też wodzi wzrokiem po mojej twarzy, zatrzymując się na swojej dłoni, którą zakrywa mi usta.
 - Zabiorę rękę, jeśli obiecasz, że nie będziesz krzyczeć - informuje mnie, wracając spojrzeniem do moich oczu. - Obiecaj mi.
       Nie mówię nic. Nie muszę mu niczego obiecywać.
 - Obiecaj - powtarza nieco głośniej, wywołując dreszcze na moim ciele, które wolę interpretować jako strach. Kiwam powoli głową, a blondyn z lekkim wahaniem zabiera rękę, opuszkami palców muskając moje wargi. Drugą dłonią nadal ściska mi ręce, chociaż przestałam się wyrywać. Nacisk jego ciała się zmniejszył, ale nie zniknął. Biorę głęboki oddech, nadal czując na ustach ślad muśnięcia. 
 - Czego ode mnie chcesz? - pytam gniewnie, a mój głos drży.
 - Nie mogę teraz wziąć tego, czego chcę - mówi smutno, zakładając mi kosmyk za ucho, po czym dodaje szeptem. - Chcę ciebie.
      Widząc, jak intensywnie świdruje mnie wzrokiem, odwracam twarz. Odpycham go od siebie, a on puszcza moje dłonie, kładąc ręce na ścianie po obu bokach mojej głowy. Nawet jeśli okazał zdziwienie, to szybko zdołał je przede mną ukryć.
 - Popatrz na mnie - mówi, a w jego głosie można usłyszeć nutę rozkazu. - Nie bój się mnie. Popatrz na mnie.
       Przerażona osuwam się po ścianie, kuląc się u jego stóp, ponieważ nie chce się odsunąć. Wzdycha, a następnie siada obok mnie, wyciągając nogi naprzód. Siedzi cicho, beznamiętnie wpatrując się w niewidoczny punkt na ścianie. Ja także próbuję usiedzieć w bezruchu i milczeniu, ale ciekawość ze mną wygrywa.
 - Jak ci się udało tutaj dostać? - Głos niemiłosiernie mi drży, kiedy czuję bliskość Tony’ego. Odsuwam się od niego, zła na siebie, że robię to trochę niechętnie.
 - Logan spodziewa się mnie na pogrzebie, więc tam pojechał, zostawiając cię bez ochrony. Myśli, że ja spodziewam się tam spotkać ciebie. - Uśmiecha się kpiąco, obracając w palcach klucz. Pewnie do tego pokoju. 
 - Mówisz, jakbyś go znał - zauważam, chcąc zająć go rozmową, aby zdobyć klucz, lecz nie twierdzę, że odpowiedź mnie nie interesuje. Śmieje się głośno, kiwając zawzięcie głową, a ja uznaję, że lepszego momentu nie będzie. Rzucam się na niego, by wyrwać mu przedmiot, jednak Tony ma niezłą reakcję.
        Łapie mnie i w mgnieniu oka znajduję się pod nim. Przyciska mnie do ziemi, trzymając nasze ręce nieopodal mojej czaszki. Płowowłosy klęczy nade mną, znowu oddychając ciężko. Czuję ciepło oraz masywność jego barków i ramion, boleśnie świadoma ich możliwości i siły. Umysłem próbuję pobudzić ciało do walki, ale ono wie, że już przegrałam. Czas wydaje się nie upływać, kiedy toczymy niemą walkę na wzrok.
       Po chwili wstaje, a jego oddech zamienia się w drwiący śmiech.
 - Nie pomogę ci stąd zwiać.
       Podnoszę się z podłogi, poprawiając bluzkę, która zsunęła mi się z ramienia. Zapach cynamonu zdaje się przenikać drobinki powietrza, którym oddychaliśmy.  
 - Jeśli jesteś u Logana, to przynajmniej wiem, gdzie jesteś. Mniej wysiłku, kiedy po ciebie wrócę - wyjaśnia, wpatrując się we mnie badawczo. - Logan nic ci nie mówił o tym wszystkim, prawda?
       Kręcę przecząco głową, na co mężczyzna pociera w zamyśleniu żuchwę.
 - Możesz mi wyjaśnić - mówię z nadzieją, że w końcu dowiem się, co spowodowało wydarzenia ostatnich dni. 
 - Wybacz, skarbie, ale nie mam czasu. - Uśmiecha się przepraszająco, przeczesując dłonią jasne włosy, a w jego lewym policzku formuje się uroczy dołeczek. - Logan może niedługo wrócić, więc lepiej, abym się pospieszył. Masz.
       Patrzę na niego zdezorientowana, kiedy wyciąga w moją stronę biały telefon i ładowarkę.
 - Muszę się z tobą jakoś kontaktować, a tobie chyba zabrano komórkę - tłumaczy, podchodząc bliżej, aby wcisnąć mi do rąk urządzenie, ale ja tylko krzyżuję ręce na piersi, wyraźnie dając znak, że go nie przyjmę. Ze zdumieniem marszczy brwi, lekko przechylając głowę na bok, po czym obraca się na pięcie, zmierzając ku łóżku. Unosi jedną z poduszek, chowając pod nią rzeczy, a następnie opada na pościel, wypuszczając z płuc całe powietrze. Robię krok do przodu, a Tony kładzie rękę na poduszce, jakby wiedział, że chcę wyrzucić stamtąd podarunek.
 - Prezentów się nie oddaje - mówi, podpierając głowę na łokciu. Siadam na parapecie, będąc w bezpiecznej odległości od zasięgu ramion blondyna. Jego mina świadczy o tym, że nieźle się bawi.
  - Ja go nawet nie przyjęłam.
 - Prezenty się przyjmuje. - Rozgląda się po pokoju, pozostając w tym samym miejscu. - Swoją drogą, jakie bajki naopowiadał ci Logan, że zgodziłaś się tutaj zamieszkać? Widzę, że zaczynasz się powoli urządzać.
       Zaciskam usta, kręcąc głową w wyrazie zaprzeczenia jego słowom. Przez chwilę dostrzegam w jego oczach błysk ulgi, kiedy uśmiecha się do mnie, wstając z łóżka.
 - No tak, rozumiem. Mam nadzieję, że ze mną będzie inaczej. - Kieruje się w stronę drzwi, za którymi jest korytarz, idąc tyłem. - Zamieszkasz u mnie, bo wrócę po ciebie.
 - Twoje niedoczekanie - mruczę na tyle głośno, by mnie dosłyszał z drugiego końca pokoju. Zaciska szczękę, przystając u progu. Wpatruje się we mnie, a ja nawet stąd dostrzegam intensywność kolorytu jego tęczówek.
 - Wrócę po ciebie - powtarza, nie spuszczając ze mnie wzroku.
       Oddycham głęboko, kiedy dociera do mnie siła tych słów. On naprawdę po mnie wróci. Czuję to każdą komórką mojego ciała, każdą cząsteczką mojej duszy. Płowowłosy wychodzi na korytarz, pozostawiając mnie z masą myśli, których nie jestem w stanie odepchnąć. Nieodległe wspomnienia mieszają się z okropną wizją przyszłości, która wcale nie wydaje się nierealna. Spazmatyczny szloch wydobywa mi się z piersi, kiedy walczę z niepożądanymi refleksjami. Gorzko płaczę nad moim losem, a to przynosi mi pewne ukojenie, którego tak bardzo potrzebuję.
       Klękam na parapecie wykuszowego okna, aby je otworzyć i wpuścić świeże powietrze pachnące letnią wolnością, które wypędzi stąd zapach cynamonu. Kolanem natrafiam na ostry kant jakiegoś przedmiotu. Spoglądam w dół, dostrzegając wśród poduszek kolorowe katalogi pełne propozycji wystrojów wnętrz. Ze złością ciskam nimi na drugi koniec pokoju. Wcale nie chcę tutaj mieszkać, na nic się nie zgadzałam.
       Nieprawda, przecież pojechałaś do domu spakować rzeczy. Poza tym weszłaś tutaj, przypuszczając, że to dla Logana oznacza zgodę, mówi głosik w mojej głowie. Z rozdrażnienia wrzeszczę na siebie, zeskakując z parapetu.
       Popadam w obłęd.
       Potrzebuję czegoś, co mnie stąd wyrwie. I nawet jeśli nie mogę stąd uciec fizycznie, to książki są doskonałą ucieczką dla psychiki. Książkę Logana zostawiłam w pokoju gościnnym, ale na szczęście sprowadzono tutaj moją biblioteczkę. Biorę pierwszy lepszy tomik do ręki, nie zważając na tytuł.
       Znajduję sobie wygodne miejsce na podłodze nieopodal łóżka i siadam, opierając się o chłodną ścianę. Czytam, zapominając o swoich niemałostkowych problemach, jednak nie tracę czujności i po dłuższym czasie słyszę ciche kroki osoby wchodzącej do pokoju. Dyskretnie wyglądam znad stronic książki, obserwując ruchy Logana. Schylając się, podnosi z podłogi rozrzucone gazety, a na jego twarzy maluje się rozdrażnienie.
 - Domyślam się, że nie przeglądnęłaś ani jednego - mówi, unosząc do góry rękę z kolorowymi katalogami. Milczę, więc wysuwa mi lekturę z dłoni, spoglądając na tytuł. - Jeśli chcesz te książki zatrzymać, to będziesz musiała znaleźć dla nich regał. - Uśmiecha się przebiegle, a przestrzeń pomiędzy moimi dłońmi wypełnia broszurami sklepów meblowych.
 - A jeśli tutaj nie zamieszkam? - pytam, chociaż wiem, że jestem przegrana, a ton mojego głosu chyba to zdradza.
  - Tego nawet nie biorę pod uwagę - odpowiada z niezachwianą pewnością siebie, której mi zabrakło.
 - Może powinieneś wziąć - oświadczam, podnosząc się z podłogi. Logan lekko przechyla głowę na bok, jakby się nad czymś zastanawiał.
 - Myślałem, że zakończyliśmy ten temat.
 - Najwidoczniej...
 - Nie myliłem się - przerywa mi, dokończając zdanie, w którym zawiera informację przeciwną do tej, którą chciałam wygłosić. - Zostajesz tutaj, a to nie podlega dyskusji.
       Kartkuję jeden z magazynów, ponieważ na ripostę nie mam ani siły, ani chęci, ani chociażby pomysłu. Nie zwracam zbytniej uwagi na zdjęcia, ale w końcu będę musiała to zrobić.
 - Miriam zgubiła klucz do twojego pokoju, więc... - przerywa, najwyraźniej dostrzegając moje niewielkie drgnięcie. - Wiesz coś o tym?
         Kręcę głową, utkwiwszy wzrok w śliwkowym pokoju. Girlandy wykonane z jasnofioletowych piór zwisają z białego sufitu, tworząc na ścianach cień skrzydeł. Próbuję nie dać po sobie poznać, że cokolwiek wiem na ten temat, chociaż nie wiem, czemu to robię.
 - Na pewno?
 - Sugerujesz, że jakimś cudem zdołałam się stąd wydostać, by go ukraść, a następnie zamknąć się w tym pokoju dla nieposzlaki? - pytam z rozdrażnieniem, zatrzaskując z niewielkim hukiem katalog.
  - Nie, po prostu chciałem ci wyjaśnić, dlaczego nikt nie przyniósł ci jedzenia - odpowiada, nie spuszczając ze mnie czujnego spojrzenia. Wiem, że czegoś się domyśla.
   - Więc chodźmy coś zjeść. - Wzruszam ramionami, odkładając gazety na łóżko.
       W przestronnej kuchni przeważają jesienne barwy. Po pomieszczeniu roznosi się zapach chińszczyzny, co budzi we mnie głód i dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak bardzo byłam głodna. Na stole stoją dwa porcelanowe talerze położone na gumowych podkładkach. Na środku umieszczono garnek z potrawą i szklany dzban z herbatą, w którym pływa plasterek cytryny. Siedzimy przy sąsiadujących ze sobą bokach stołu, w milczeniu spożywając obiadokolację. Myślę, że Logan umyślnie podtrzymuje milczenie, wiedząc, że w każdym momencie mogę stracić apetyt, który w ostatnich dniach mi nie dopisuje.
       Po pochłonięciu połowy talerza chińszczyzny i kubka czarnej herbaty z cytryną, czuję, że więcej nie zmieszczę. Odsuwam od siebie nieco talerz, rozglądając się po pomieszczeniu.
 - To nie jedyna kuchnia w ośrodku, ale do tej będzie ci najbliżej - informuje mnie mężczyzna, popijając kęs ciepłym napojem. W odpowiedzi, że słyszę, kiwam delikatnie głową, obserwując lot ptaków za oknem. Są takie wolne. - Może zjesz jeszcze?
 - Nie, dziękuję - odpowiadam, opierając podbródek na rękach. - Kiedy przywrócisz mi wolność?
       Zamiera z widelcem na wysokości ust, obdarzając mnie przenikliwym spojrzeniem.
 - Zależy co przez to rozumiesz. Ja ci jej nie odebrałem.
 - Nie? - pytam z powątpiewaniem.
 - Ograniczenie wolności to trafniejsze określenie, ale ja to robię, by cię chronić. - Patrzy na mnie ostro, jakby mnie pouczał. - Nawiasem mówiąc, zamek w twoim pokoju zostanie wymieniony.
       Wiem, że wypatruje mojej reakcji, więc zakrywam ramieniem twarz, nalewając do kubka herbatę, która już trochę wystygła. Nadal próbuję nie dać po sobie poznać, że cokolwiek wiem na temat zniknięcia klucza.
 - Mogę tę herbatę zabrać do pokoju? - pytam, zmieniając temat, zanim uda mu się wycisnąć ze mnie jakiekolwiek informacje.
 - Jasne. Chcesz już wracać? - pyta mnie czarnowłosy, ściągając z oparcia krzesła marynarkę. Kiwam głową, w myślach układając treść drwiącego smsa do Tony'ego, w którym napiszę, że klucz jest mu zbędny.
       Siedzę samotnie na łóżku, czekając na wiadomość zwrotną. Po niecałych trzech minutach dociera do mnie dźwięk wibracji telefonu, który świadczy o nowej wiadomości tekstowej. Szybko nurkuję dłonią pod poduszkę, a powietrze więźnie mi w gardle, gdy spoglądam na ekran. Niemalże słyszę jego głos, kiedy blondyn mówi do mnie tonem pełnym determinacji. Komórka wypada mi z ręki, lądując na śnieżnobiałej pościeli. Zamykam oczy, powstrzymując łzy rozpaczy, ale tekst nadal mruga mi przed oczami niczym alarm, że nadal nie jestem bezpieczna.
 Od: Tony
 To mnie nie powstrzyma.

Bardzo proszę o komentowanie tego posta oraz klikanie +1-ek. :)) To dla mnie wiele znaczy, dając motywację do dalszego pisania. Fajnie byłoby, gdybyście w komentarzach zawarli własne przemyślenia. 



                                  

9 komentarzy:

  1. Świetne! Opłacało się długie czekanie :D Nie mogę doczekać się kolejnego życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. SUPER *0* WIĘCEJ ROZDZIAŁÓW Z TONYM <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział jak zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Co tu dużo gadać jak zwykle bardzo ciekawe i jak to mówią dzieci facebook'a " Lubię to! "

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest genialny.
    Opłacało się czekać tak długo na rozdział.
    W pisaniu komentarzy to ja fatalna jestem, ale wiedz, że skoro czekałam na rozdział to bardzo, ale to bardzo podoba mi się Twój blog!
    No i to by było tyle z mojej strony.
    Życzę dużo weny oraz szybkiego napisania ciągu dalszego. Oczywiście mam nadzieję, że znowu dostane powiadomienie na asku jak tylko coś dodasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny, cudowny, cudowny :-) nie mogę się już doczekać kolejnego! :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  8. Well ja tu mam mindfuck lvl hard. Od sceny gwałtu psychicznie po wymianę zamka. Chociaż rzeczywiście dobrze się czyta, nie znam się na typowym romansie z akcją. Więc moja opinia, jest nieprawidłowa prawdopodobnie. Mimo to czytało się miło. Spadajacy-w-nicosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

...