Jest cicho. Cicho i ciemno. Słyszę jedynie miarowe stukanie, którego nie jestem w stanie zidentyfikować. Czuję mrowiący ból na karku. Biegłam, ale nie zdołałam uciec. Znowu.
Na wpół siedzę, na wpół leżę, przypominając sobie wszystko. W końcu odzyskuję całkowitą władzę nad ciałem, a wraz z tym odzyskuję strach. Próbuję odpiąć pasy, nie robiąc przy tym hałasu, ale są zablokowane, jak ostatnio. Podciągam się na fotelu, by wyjrzeć przez okno. Miarowe stukanie okazało się kroplami deszczu spadającymi na samochód. Ciemne chmury burzowe przysłaniają niebo, kiedy suniemy autostradą. Deszcz spływający po szybie ogranicza mi widok zza okna do rozmazanych plam kolorowych świateł.
- Gdzie jesteśmy? - pytam zaspanym głosem, przeciągając się. Logan spogląda na moje odbicie w górnym lusterku z nachmurzoną miną.
- Na autostradzie, jakbyś nie zauważyła - odpowiada gniewnie, przyciskając pedał gazu, aby wyprzedzić jeden z pojazdów na ulicy. Z zaciętą miną wymija ubłocone audi. Jest wściekły na mnie, ale pod tym gniewem kryje się zmęczenie. To ja powinnam być na niego zła, ale teraz przerażenie zawładnęło nade mną całkowicie, wypierając pozostałe emocje.
Oprócz nas w aucie siedzi jeszcze Jake, ale tym razem zajął miejsce obok kierowcy. Próbuję na nowo rozpocząć rozmowę, by ocenić poziom gniewu mężczyzny za kierownicą.
- Długo jeszcze będziemy jechać? - zadaję pytanie, które pierwsze wpada mi do głowy. Nie słyszę odpowiedzi. Podciągam nogi pod brodę, opierając głowę na kolanach. Kołyszę się w takt kropel deszczu, nucąc pod nosem smętną piosenkę na tyle cicho, by nikt mnie nie usłyszał.
- Niedługo będziemy na miejscu - mówi Logan, ale nie wiem, czy to jest skierowane do mnie, bo patrzy prosto przed siebie, a w jego oczach odbija się blask świateł.
Wyglądam przez okno, widząc, jak zjeżdżamy z autostrady. Samochód zatrzymuje się przed dwupiętrowym domkiem z szarego granitu, w którego oknach pali się żółte światło.
- Dzięki - rzuca chłopak w stronę kierowcy, otwierając drzwi. Zanim wysiada, naciąga kaptur na głowę i spogląda na mnie, mówiąc. - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - odpowiadam, uśmiechając się nieśmiało. Chłopak zatrzaskuje drzwi, a potem biegnie w stronę metalowej furtki, zwinnie omijając kałuże. Już sięga do klamki, kiedy nagle odwraca się, by zatrzymać auto. Drzwi obok mnie otwierają się, a chłodne powietrze wpływa do środka, sprawiając, że mimowolnie drżę.
- Zostawiłem tu klucze - mówi, pochylając się nade mną. Do moich nozdrzy dociera zapach zimowego powietrza; zapach Jake'a. Chwyta klucze, pobrzękując nimi, kiedy szepcze mi do ucha. - Nie zapomnij się zastanowić.
Na początku nie rozumiem, co ma na myśli, ale później przypominam sobie o jego propozycji skontaktowania się z moim przyjacielem. Jednak nie bardzo wiem, co miałabym mu przekazać. Mrużę oczy, wpatrując się w chłopaka, który zamyka drzwi, chcąc ocenić jego intencje. Patrzę na niego, dopóki nie zniknie. Nie chcę, aby odchodził. Boję się zostać sam na sam w samochodzie z rozwścieczonym mężczyzną. Chcę jeszcze żyć, chociaż to powoli robi się męczące.
- Możesz usiąść z przodu - informuje mnie Logan, wyrywając mnie przy tym z myśli.
- Myślałam, że jesteś na mnie zły - zauważam, starając się przybrać lekki ton, ale w środku cała drżę.
- Jestem wściekły - oznajmia, śmiejąc się kpiąco.
- Zostanę tutaj - szepczę i nasuwam bluzę aż po oczy, aby się ukryć. - Chyba że mnie wypuścisz.
Jego mięśnie napinają się ostrzegawczo.
- Możesz usiąść tutaj - powtarza, sięgając powoli ręką w moją stronę. Moje ciało sztywnieje, a on zauważywszy to, dodaje kojącym tonem. - Nie zrobię ci krzywdy.
Oddycham płytko, kiedy odblokowuje pasy. Kiedy kończy, nie ruszam się z miejsca, zbyt przerażona. Kiwa głową zachęcająco, wskazując fotel, ale ja tylko bawię się palcami, obserwując go ukradkiem.
- Och, myślałem, że mamy to już za sobą - mówi, wzdychając ciężko. - Wczoraj dałaś radę oglądać ze mną telewizję, a dzisiaj zachowujesz się, jakbym chciał cię zabić na każdym kroku. O co chodzi?
Tak, dałam radę, ale postanowiłam trzymać się na dystans od chorych psychicznie ludzi. Co za bzdury, przecież on nie jest upośledzony umysłowo. Muszę przyznać, że widzę w nim pewną mądrość i dobro, ale to nie zmienia mojego podejścia do niego. W głębi duszy się go boję, a obecnie ta głębia pochłonęła wszystko wkoło.
Jednak nie mówię nic, skubiąc nitkę wystającą ze spodni. Mężczyzna wyraźnie czeka, więc po krótkiej chwili przesiadam się na przednie siedzenie, nie wysiadając z pojazdu. Logan obserwuje mnie, a kąciki jego ust są delikatnie uniesione w górę, kiedy z nachmurzoną miną zapinam pasy.
- Coś się stało? - pyta niewinnie, uruchamiając silnik. Nie odpowiadam. Zamiast tego sięgam po jedną z gazet, które leżą przed przednią szybą. Otwieram na byle jakiej stronie, wbijając w nią tępy wzrok.
- Tak będzie wyglądała reszta podróży? Będziesz udawała, że czytasz magazyn samochodowy, nie rozmawiając ze mną? - pyta, drwiąco się uśmiechając. Spoglądam na okładkę gazety, na której widnieje pomarańczowy aerodynamiczny samochód. Rzeczywiście jest to magazyn samochodowy. Doprawdy, bardzo interesujący, aż wcale. Przybieram zaciekawioną minę, wertując strony gazety, co tylko wywołuje śmiech u Logana.
Jedziemy, a deszcz nieustannie wali o dach pojazdu, wystukując przy tym nieokreślony rytm. Już nawet nie udaję, że jestem pochłonięta lekturą. Ukradkiem spoglądam na Logana, który intensywnie nad czymś myśli, kierując pojazdem. Cisza ciąży między nami, ale nie chcę jej przerywać. Próbuję odizolować od swojego umysłu wspomnienia, które nasiliły się po odwiedzeniu domu. Próbuję to wszystko zrozumieć, ale to nie jest łatwe. Jest zbyt wiele niewiadomych. Właściwie to wszystko, co mam.
Przyglądam się radiu, chcąc je uruchomić. Ręką sięgam do panelu z mnóstwem przycisków, ale zatrzymuję ją przed urządzeniem. Który guzik służy do włączania? Kierowca widząc to, uprzedza mnie, a z głośników napływają spokojne dźwięki.
Silnik gaśnie, a wraz z nim cichnie muzyka. Nie zwróciłam uwagi na drogę, którą jechaliśmy. Zawiesiłam się gdzieś pomiędzy domem Jake'a a miejscem, w którym jestem teraz. Gwałtownie wracam do świadomości, tracąc spokój. Nerwowo rozglądam się po jasno oświetlonym parkingu. Słychać trzaski drzwi pojazdów oraz rozmowy ludzi, którzy nam towarzyszyli. Wróciliśmy.
- Chodź - mówi mężczyzna, otwierając drzwi, po których ścieka deszczowa woda.
Posłusznie wysiadam z samochodu, jeszcze nierozbudzona po tej nużącej podróży. Stając na ziemi, lekko się chwieję, więc Logan podtrzymuje mnie za łokieć.
- Poradzę sobie - warczę, odsuwając jego ramiona. Spogląda na mnie niepewnie, ale zostawia samą, podchodząc do bagażnika. Wyjmuje z niego czarną torbę, którą zarzuca na ramię. Wiodę wzrokiem po dziesiątkach pojazdów o różnorodnej barwie kolorów. Nie śmiem się stąd oddalać bez pozwolenia, by obejrzeć je z bliska. Nie chcę ryzykować, że zgromadzeni tutaj odbiorą to jako próbę ucieczki. Już nie czuję bólu w karku, ale pomimo to wolę być ostrożna. Na razie.
Z lewej strony słyszę czyjeś nawoływanie, więc się obracam. Logan woła mnie, stojąc u progu wyjścia z garażu. Podchodzę do niego powoli, nie spuszczając ze wzroku ludzi wypakowujących kartony z samochodów.
- Wstawią je do twojego nowego pokoju. Niedługo będziesz mogła się tam urządzić - informuje mnie, badając moją reakcję. Już mam coś powiedzieć, że nie zamierzam tutaj zostawać, ale zastygam z otwartymi ustami, wpatrując się w niego gniewnie. Wzrusza ramionami, wychodząc na korytarz ośrodka. Ruszam za nim bez słowa, starając się dorównać mu kroku. Jedne z drzwi, które mijamy, są otwarte. Widzę za nimi jakąś kobietę, ubraną w czarny uniform. Starannie ściera kurze z szafek, nucąc pod nosem jakąś piosenkę. Przystaję, aby przyjrzeć się jej pracy. To ta służba, o której wspominał Logan.
Mężczyzna cmoka do mnie, dając mi znak, że dotarliśmy na miejsce.
- Jesteś głodna? - pyta, kiedy wchodzę do pokoju. Przecząco kręcę głową. Obserwuje mnie uważnie, kiedy podchodzę do okna. Deszcz przechodzi w delikatną mżawkę.
- Potrzebujesz czegoś? - zadaje kolejne pytanie, a ja obracam się w jego stronę. Znowu kręcę głową na boki, trzymając ręce w kieszeniach bluzy.
- Może chcesz pooglądać telewizję? - Uśmiecha się zachęcająco. Nie odpowiadam nic, wpatrując się w niego chłodno.
- Na pewno jesteś głodna, więc poproszę Miriam, by coś ci przyniosła - mówi zrezygnowany, opuszczając pokój.
Naprawdę nie jestem głodna, więc tylko przebieram się w coś do spania. Wślizguję się pod kołdrę, zapadając się w miękkim materacu. Ta noc jest pełna koszmarów. Cicho płaczę w poduszkę, a spokojny sen nadchodzi dopiero po kilku godzinach, ku mojemu zbawieniu.
~*~
Nastaje słoneczny poranek. Budzę się wśród świergotu ptaków, które wesoło latają na tle błękitnego nieba. Złote promienie słońca wpadają przez okna, nie pozwalając mi spać. Przeciągam się, a ręką natrafiam na coś twardego. Nie przypomina to żadnej części łóżka. Otwieram zaspane oczy. Prawie krzyczę, kiedy dostrzegam na brzegu łóżka siedzącego Logana. Szybko siadam, zabierając rękę z jego kolana.
- Dzień dobry - mówi, trzęsąc się ze śmiechu. Patrzę na niego zabójczym wzrokiem, więc dodaje wyjaśnienie. - Wczoraj nic nie zjadłaś, więc przyszedłem dopilnować, że dzisiaj będzie inaczej.
Mam ochotę śmiać się z nim beztrosko, ale tego nie zrobię. Nie mogę. Muszę stąd uciec. Nieważne, czy pracuje w FBI czy innej agencji rządowej, w moich oczach nadal jest porywaczem. Odgarniam kołdrę na bok i schodzę z łóżka. Temperatura pod pościelą była znacznie cieplejsza, więc drżę, gdy powietrze muska moje gołe nogi. Właściwie to niezupełnie gołe, ponieważ mam na sobie krótkie spodenki.
Zamykam za sobą łazienkowe drzwi, rozpoczynając poranną rutynę. Kiedy wychodzę, zauważam na stoliku przygotowane śniadanie. Logan patrzy na mnie znad gazety, gestem pokazując, bym usiadła.
- Jedz - mówi rozkazującym tonem, podsuwając mi jeszcze ciepłe bułeczki. Krzyżuję ramiona na piersi, buntowniczo na niego spoglądając. Unosi brwi, patrząc na mnie. Odkłada gazetę na bok, popijając łyk kawy.
- Chcesz się kłócić? - pyta, przekrzywiając głowę na bok. W milczeniu kręcę przecząco głową i zabieram się za smarowanie bułki masłem. Nie chcę z nim rozmawiać wcale.
Po śniadaniu podejmuje próby porozmawiania ze mną, ale one na nic się nie zdają. Milczę jak grób. Jakaś służąca sprząta po śniadaniu, kiedy Logan nie wytrzymuje i ze zdenerwowaniem wychodzi z pokoju, trzaskając drzwiami.
- Nie bój się, słoneczko. Oni są dobrzy - mówi kobieta, trzymając w rękach tacę. W jej oczach maluje się dobro.
Dobrzy porywacze? Paradoks.
Spoglądam na nią ze zdziwieniem, ale kobieta już wychodzi, uśmiechając się serdecznie. Najwidoczniej zrobili jej pranie mózgu. A może ona wie więcej ode mnie? Pewnie nie jeden raz zdołała usłyszeć rozmowy za zamkniętymi drzwiami ośrodka, który sprząta. Postaram się coś od niej wyciągnąć, myślę, biorąc do ręki książkę. Odrywam się od rzeczywistości, siedząc cały czas w tym samym miejscu.
Tak bardzo zatraciłam się w czytaniu, że nie spostrzegłam, kiedy Logan wszedł do pokoju. Teraz wyciąga mi książkę z ręki, czemu się sprzeciwiam.
- Oddaj mi ją - warczę, próbując odzyskać książkę.
- Później. - Unosi książkę nad głowę tak, że nie jestem w stanie jej dosięgnąć. - Porozmawiaj trochę ze mną.
W moich oczach zapewne można dostrzec panikę. Wiedziałam, że to się nie skończy. Wiedziałam, że jeszcze wrócimy do wydarzeń nocy, kiedy moi ostatni opiekunowie zmarli. Nie chcę tam wracać, nie teraz. Zatykam usta dłońmi, wpatrując się w Logana przerażonym wzrokiem. Nie wystarczą mu moje poprzednie zeznania?
Mężczyzna ma zmieszaną minę. Odrzuca książkę na łóżko, podchodząc do mnie ostrożnie. Ręce ma wyciągnięte do przodu, wnętrza dłoni skierowane na zewnątrz. Cofam się w tym samym rytmie, co on do mnie podchodzi.
- Nie, nie o tym. Chodziło mi o zwyczajną rozmowę... - tłumaczy spokojnym tonem, zbliżając się do mnie coraz bardziej. W jego oczach można dostrzec błysk zrozumienia.
- O czym? O pogodzie? - pytam z nutą wściekłości w głosie. - Jest dzisiaj słonecznie, możesz mi oddać książkę?
- Nie - mówi ostro, tarasując mi drogę do książki. Po chwili znowu przybiera spokojny ton. - Opowiedz mi coś o sobie.
- Wydajesz się wiedzieć o mnie więcej niż ja - mówię z wyrzutem. Wzdycha, ale nie poddaje się.
- Jest coś, czego byś chciała? - pyta, próbując mnie lepiej poznać.
- Wypuść mnie - mówię, spoglądając mu prosto w oczy. Jego mięśnie tężeją.
- Sue... - patrzy na mnie błagalnie. - Nie mogę, nie chcę. Zresztą nikt cię tu nie więzi.
Spoglądam na niego z powątpiewaniem, więc dodaje:
- Jeśli chcesz swobodnie poruszać się po terenie posiadłości, musisz pokazać, że można ci ufać - mówi, unosząc ostrzegawczo w górę palec wskazujący. - A na razie to na każdym kroku próbujesz uciekać.
Mrużę oczy, mierząc go wzrokiem.
- Później dam ci więcej swobody, ale sama i tak nie będziesz mogła nigdzie wychodzić - mówi, podpierając ręce na biodrach. - To zbyt niebezpieczne.
Już jestem gotowa, by coś odszczeknąć, ale Logan mnie uprzedza, zadając kolejne pytanie.
- Może chcesz się czegoś o mnie dowiedzieć?
- Nie - kłamię, a on to chyba zauważa.
- Nie - kłamię, a on to chyba zauważa.
- Nie pomagasz - mówi z wyrzutem, głośno przy tym wzdychając. - A jest coś, czego byś potrzebowała, oprócz ucieczki oczywiście?
- W tej chwili potrzebuję tej książki. - Wskazuję na książkę, którą mi zabrał.
Zaciska pięści, przez co zarys jego napiętych mięśni jest widoczny spod koszulki. Sięga po powieść i brutalnie wciska mi ją w ręce.
- Też lubię czarny kolor - Spogląda na mnie, wychodząc na korytarz, po czym zatrzaskuje drzwi z hukiem.
Znowu wytrąciłam go z równowagi.
"Też lubię czarny kolor." To zdanie odbija się echem w mojej głowie, kiedy patrzę na drzwi, za którymi zniknął mężczyzna. Może jednak powinnam dojść z nim do porozumienia? Wiem, że mogłabym się z nim dogadać. Kątem oka dostrzegam ciemnozieloną bluzę, która wisi na oparciu krzesła. Bluzę Logana. "Oni są dobrzy."
- Czekaj! - krzyczę do zamkniętych drzwi w nadziei, że mężczyzna mnie usłyszy. Po chwili wchodzi do pokoju, pytająco unosząc brwi. Podchodzę do krzesła, chwytając bluzę w dłonie.
- Twoja bluza... - mówię, wystawiając ręce w jego kierunku.
Wyrywa ubranie ze złością, ale nie wychodzi. Czeka, jakby wiedział, że chcę coś jeszcze powiedzieć.
- Mogę iść z tobą? - pytam drżącym głosem.
- Mam dużo pracy - odpowiada zwięźle, krzyżując ręce na piersi.
- Z chęcią popatrzę, na czym ona polega - mówię i nawet udaje mi się zdobyć na uśmiech. Logan przechyla głowę na bok, mrużąc oczy. Kręci głową, śmiejąc się cicho.
- Chodzi o to, że to są akta spraw kryminalnych. Nikt inny raczej nie powinien na nie patrzeć - wyjaśnia, widząc moją zdezorientowaną minę.
- Więc pooglądam telewizję. - Wzruszam ramionami.
- No dobra, panie przodem - mówi, przepuszczając mnie przez próg, a ja czuję, że ma odrobinę lepszy humor. Kiedy obok niego przechodzę, mimowolnie drżę, kiedy unosi rękę do góry. Gwałtownie obracam głowę w bok i orientuję się, że ten ruch nie miał na celu nikogo skrzywdzić. Po prostu chciał przeczesać palcami swoje kruczoczarne włosy.
Dobro to pojęcie względne, ale on nie może być zły. Nie tak bardzo, jak się go teraz boję.
Jak się podoba? c:
Czytam :) i jest coraz lepiej
OdpowiedzUsuńnie mogłabym teraz od tego odstąpić nie wiedząc kim tak naprawdę jest Sue i cały ten ośrodek
Bardzo dobre, ale przydałoby się trochę erotyzmu i akcji w której teraz by trafiła do Tonnego. Bardzo dobre :D
OdpowiedzUsuńSpoilerujesz mi tu, ponieważ zamierzam wkrótce umieścić kochanego Tony'ego w rozdziałach. <3
UsuńTo było do przewidzenia ;) że Tony będzie :P
Usuń