22 lutego 2015

Rozdział 6

     
Więc zanim przeczytacie rozdział, przyjmijcie moje najszczersze przeprosiny, że tak długo musieliście czekać. Nie czuję się z tym dobrze, że tak rzadko dodaję rozdziały. Blog ma już około pół roku, a ja nie jestem specjalnie zadowolona z siebie. Obiecuję się poprawić. xx

...

       Siedzę w samochodzie i nie jestem w stanie się ruszyć. Paraliżuje mnie strach, a przed oczami pojawiają mi się obrazy, kiedy ciało zakrwawionej kobiety uderzyło z łoskotem o posadzkę, barwiąc ją na czerwony kolor. Krwistoczerwony płyn rozlewał się dookoła wątłego ciała, a ktoś mnie odciągał. Chciałam pobiec do kobiety, by jej pomóc, ale wiedziałam, że nie żyje. Jednak zawsze istniała nadzieja, którą tym razem mi odebrano. Krzyczałam, dławiąc się łzami. Wiedziałam, że równie dobrze mogą mnie uciszyć błyszczącym ostrzem noża, ale blondyn trzymał mnie mocno w ramionach, uspokajając.
        - Sue, w porządku? - pyta mnie Logan, przypatrując się uważnie. Przyłapuję siebie, że moja twarz zastygła w niemym okrzyku przerażenia. Energicznie kręcę głową, otrząsając się ze wspomnień. Mężczyzna, który wsiadł do samochodu, wykręca głowę do tyłu i uśmiecha się pokrzepiająco. Oddycham z ulgą, kiedy nie dostrzegam na jego twarzy blizny. To nie Brutus, to nie ten zabójca; powinnam czuć się bezpieczniej. Wyobraźnia spłatała mi figla, ale możliwe, że po prostu popadam w paranoję. 
 - Taaa... - odpowiadam, ciężko oddychając i ściskając mocno brzeg fotela.
 - Może jednak zostaniesz w bezpiecznym ośrodku? - sugeruje mój mentor, a w jego głosie wyczuwam nadzieję. Nie, nie jestem słaba. Nie mogę pozwolić okropnym wspomnieniom zawładnąć nade mną. Pojadę tam, może nawet zdołam uciec.
 - Nie, jedźmy - mówię pośpiesznie, próbując przybrać wyraz twarzy pewnej siebie osoby. Może nie wyszło mi to doskonale, ale Logan odpuszcza. Obraca się w stronę drugiego mężczyzny, zaczynając ożywioną rozmowę, jednak co chwilę zerka na mnie niepewnie.
       Odruchowo sięgam do kieszeni po odtwarzacz MP3 i słuchawki, ale ich nie znajduję. No tak, przecież zabrano mi wszystkie urządzenia, jakby spodziewano się znaleźć tam jakieś ściśle tajne pliki. Wychylam się do przodu, aby włączyć radio, ale pasy mi to uniemożliwiają. Ręką klepię jednego z mężczyzn po ramieniu, wskazując na radio. Nie przerywając rozmowy, włącza stację, a w głośnikach rozbrzmiewa nuta rockowej muzyki.
       Tylne drzwi po drugiej stronie samochodu otwierają się, a obok mnie siada nastoletni chłopak.
 - Cholera, Jake, dłużej się nie dało? - pyta sarkastycznie Logan, przekręcając kluczyki w stacyjce.
 - Przepraszam, musiałem jeszcze... - zaczyna się tłumaczyć, zerkając na mnie ukradkiem. Dostrzegając ostrzegawcze spojrzenie Logana w lusterku, szybko dokańcza wypowiedź. - Załatwić pewne sprawy. Hej.
       To ostatnie było skierowane do mnie. Odpowiadam mu delikatnym uśmiechem.
 - A więc to o ciebie się tak rozchodzi, tak? - upewnia się, patrząc na mnie grafitowymi oczami.
 - Ja sobie tego nie życzyłam - mówię sucho, obdarowując go chłodnym spojrzeniem. Na jego twarzy pojawia się zmieszanie i zaczyna się tłumaczyć, że nie miał zamiaru być nieuprzejmy.
       Wyjechaliśmy już na jakąś autostradę, sądząc po widoku zza przedniej szyby. Boczne szyby są kompletnie zaciemnione, więc spuszczam tę znajdującą się obok mnie, aby móc obserwować drogę.
 - Zamknij je - rozkazuje Logan, przyciskając któryś z przycisków obok kierownicy. Automatycznie szyby się rozjaśniają, więc wszytko dokładnie widać. Nie wiem, jaka to technologia, ale te szyby z pewnością są dodatkowo kuloodporne jak cały pojazd.
       Przez chwilę przebiega mi przez głowę myśl, że zaciemniono szyby, bym nie mogła widzieć drogi wyjścia z ośrodka. To by pasowało do profilu zwyczajnych porywaczy, ale oni nie są zwykłymi porywaczami. Nie chcąc za bardzo nad tym rozmyślać, próbuję się skupić na widoku za szybą.
       Mijamy sznury samochodów jadących nieopodal. Każdy jedzie swoim tempem, ale nie za wolno. Ciemnozielone drzewa, które zasadzono w równych odstępach, przemijają przed moim wzrokiem, kiedy mkniemy ulicą. Wiem, że nieopodal nas jedzie reszta ekipy rozsadzona w różnorodnych pojazdach, nie tracąc czujności. Nie wiem, po co im tak wielkie środki ostrożności, ale nawet nie pytam. Z pewnością mi tego nie powiedzą, a nawet jeśli, to niekoniecznie całkowicie prawdziwą wersję.
       Krajobraz zasnuwają mi krople deszczu wpadające na szybę. Unoszę wzrok na szare niebo zasłane chmurami, szukając w nich kształtów. Kątem oka dostrzegam, że w przedniej szybie uruchamiają się wycieraczki, ale ich ruchy są wolne, bo ten deszcz raczej przypomina delikatną mżawkę.
 - Długo jeszcze będziemy jechać? - pytam Logana, przerywając mu pogawędkę. Unosi wzrok na lusterko umieszczone w górze, spoglądając na tył samochodu.
 - Wystarczająco długo, aby Jake się wyspał - odpowiada, śmiejąc się. Zerkam na chłopaka, który rzeczywiście śpi z głową opartą o szybę. Zastanawiam się, co on z tym wszystkim ma wspólnego. Ta ich ekipa uprowadzająco-ratunkowa nie ma żadnych ograniczeń wiekowych? Śpiąc tak, wygląda jeszcze młodziej.
       Delikatnie kołysana przez samochód, zamykam oczy, zapadając się w fotel. Nie zasnę, bo wiem, że nie obudzą mnie, gdy będziemy na miejscu. Tylko przymykam oczy, wsłuchując się w muzykę.
       Jedziemy tak już dosyć długo, a poczucie czasu opieram jedynie na ilości usłyszanych utworów w radiu. Otwieram jedną powiekę, spoglądając na widok za oknem. Znajomy widok parku sprawia, że gwałtownie podnoszę się z fotela. Pas wciska mnie z powrotem, więc tylko z frustracji wydaję pomruk niezadowolenia, nie mogąc się uwolnić.
 - W porządku? - pyta mnie chłopak siedzący obok, unosząc brwi.
 - Myślałam, że śpisz - odpowiadam wymijająco. Oczywiście, że nie jest w porządku. Zostałam uprowadzona, moi opiekunowie zostali zamordowani, co zupełnie nie jest w porządku. Na dodatek jadę do miejsca, w którym kryją się bolesne wspomnienia, na własne życzenie. Jestem otoczona ludźmi uzbrojonymi po szyję, a moja próba ucieczki najprawdopodobniej się nie powiedzie. Nie jest w porządku, czy kiedykolwiek w ogóle było? Czy kiedykolwiek będzie w porządku?
 - I dlatego nie jest w porządku? Bo jednak nie śpię? - pyta, sięgając ręką do przycisku, aby odpiąć pasy. Chyba dojechaliśmy na miejsce.
 - Kto mówił, że nie jest? - mówię lekko poirytowanym tonem, ale to może dlatego, że ja sama nie mogę tak po prostu się stąd wydostać.
 - Widzę, że nie jest - mruczy pod nosem, wychodząc na zewnątrz. Przez szybę dostrzegam, że sięga za pasek, wyciągając pistolet. Jeju, oni naprawdę nie wprowadzając żadnych ograniczeń wiekowych?
       Przez chwilę zastanawiam się, co bym zrobiła, gdyby udało mi się przechwycić jedną  broń. Może wtedy udałoby mi się uciec, grożąc postrzeleniem, ale to też raczej odpada przy takiej ilości uzbrojonych ludzi. W tym czasie pozostali mężczyźni wysiadają z pojazdu.
       Drzwi obok mnie się otwierają. Hetfield patrzy na mnie z góry.
 - Na pewno chcesz tam wchodzić? - pyta, marszcząc brwi. Kiwam głową w odpowiedzi, niepewnie spoglądając na ten dom. Logan szybko sięga ręką w moją stronę, ale dostrzegając moje drgnięcie, zamiera w połowie drogi.
 - Spokojnie, chcę cię tylko uwolnić - mówi kojącym głosem. Patrzę na niego z niedowierzaniem, więc dodaje. - Nie w ten sposób. Chodziło mi tylko o rozpięcie pasów. - Spogląda karcąco, odsuwając się, bym mogła wysiąść. - Swoją drogą, mogłabyś przestać nazywać to porwaniem, bo to nie do końca takowe jest.
 - Ale tak wygląda - oznajmiam z wyrzutem, stawiając stopy na ziemi. On tylko wzdycha, zatrzaskując za mną drzwi.
       Odwracam się w stronę domu, ale silny uścisk na przedramieniu mnie zatrzymuje. Z rozdrażnieniem spoglądam na twarz mężczyzny, próbując się wyswobodzić.
 - Radzę ci nie uciekać - syczy mi do ucha. - Widzisz ten pistolet? Jest naładowany środkami usypiającymi. Każdy z tych ludzi jest w niego wyposażony, więc jeden nieostrożny ruch... -  Macha mi przed oczami czarną bronią, niczym nie różniącą się od zwykłych pistoletów. - I wrócisz do domu pogrążona w silnym śnie.
 - A co, jeśli pomylą broń? - pytam, głośno przełykając ślinę.
 - W takim razie zalecam większą ostrożność - odpowiada, uśmiechając się pogodnie i nieco rozluźniając uścisk. Chyba dostrzegł cień strachu w moich oczach. Prowadzi mnie pomiędzy samochodami w stronę ganku.
       Kiedy jesteśmy już niecałe pięć metrów od budynku, wyrywam się, aby pobiec w jego stronę. Taśma policyjna mnie zatrzymuje. Do głowy napływa mi myśl. Muszą gdzieś tu być policjanci, FBI, ktokolwiek z organów władzy, kto może mnie uratować i wpakować porywaczy do więzienia. Rozglądam się dookoła siebie, kątem oka dostrzegając Logana, który przewraca oczami. Musiał dostrzec moją minę i przejrzeć moje plany, bo w dwóch susach do mnie doskakuje przyciągając do siebie. Otwieram usta, by krzyknąć, ale zakrywa mi je swoją dłonią, tłumiąc dźwięk. Próbuję go ugryźć.
      Ktoś do nas podchodzi, dostrzegając szamotaninę. Log tylko zarzuca mnie na ramię, niosąc na werandę, lecz nie przestaję kopać.
 - Oh, Sue, chcesz tam wejść czy nie? - warczy, podnosząc do góry taśmę, aby spokojnie przejść. Haha, teraz to na pewno go złapią.
       Kobieta ubrana w granatową kurtkę FBI dogania nas, gestem pokazując, że wstęp na teren jest wzbroniony. Logan stawia mnie na ziemi, wyciągając coś z kieszeni. Trzyma mnie mocno za przedramię, abym nie uciekła. Celuje w kobietę... odznaką? Odznaką FBI? Co!?
       Kobieta kiwa głową z uznaniem, wycofując się. Na twarzy wykwitają jej rumieńce; jest zmieszana. Mężczyzna ciągnie mnie za sobą, wchodząc po schodkach, ale napotyka opór. Zaskoczona stoję, wpatrując się w niego z otwartymi ustami.
 - Czemu mi nie powiedziałeś, że jesteś z FBI?! - pytam trochę zbyt głośno, bo w naszą stronę odwraca się kilka twarzy.
 - A czy to by coś zmieniło?- odpowiada pytaniem na pytanie, wpychając mnie do holu. Nie odpowiadam, bo nie znam odpowiedzi. Musiałabym się nad tym zastanowić, a czuję się zbyt zmęczona tym wszystkim.
       W holu czuć silny zapach środków do czyszczenia. Ludzie nerwowo przemieszczają się po domu, szukając wskazówek. Kieruję się w stronę kuchni, pomimo że wiem, że nie znajdę tam żyjących opiekunów.
 - Nie - mówi Logan stanowczym tonem, odwracając mnie od kuchni. W jego oczach widzę prawdziwą troskę, więc daję się odciągnąć w stronę schodów. Potykam się o stopień. Moją piersią wstrząsają spazmatyczne szlochy, kiedy leżę, opierając czoło na jednym ze stopni. Na plecach czuję ciepłą dłoń mężczyzny. Mówi jakieś pocieszające słowa, ale nie dociera do mnie ich znaczenie. Wszystko wydaje się być takie odległe; jestem tylko ja i smutny ból.
       Podnosi mnie z ziemi. Czuję lekkie kołysanie, kiedy wchodzi na górę, niosąc mnie na rękach. Próbuję go odepchnąć, aby mnie postawił, ale to nic nie daje. Stawia mnie dopiero w mojej sypialni, podsuwając w moją stronę puste pudło z kartonu.
 - Spakuj to, co potrzebujesz. Nie zabieraj żadnych urządzeń i zdjęć - mówi, podtrzymując mnie za łokieć. Marszczę brwi, zastanawiając się, czemu nie mogę zabrać zdjęć. Przecież to moje wspomnienia. Chyba to właśnie jest powód. Próbują mnie odciąć od przeszłości. Kiedy nie będę miała dokąd wracać, nie będę uciekała.
       Logan rozgląda się po pokoju, czasem biorąc jakieś przedmioty do rąk. Ja w tym czasie zaczynam od szafy, starannie układając w pudle ubrania. Pod ścianą stoi więcej pudeł, więc też z nich korzystam. Staram się spakować jak najwięcej rzeczy, bo nie wiem, jak wiele mam czasu. Ulubione książki, płyty, drobiazgi... cokolwiek. Ignorując polecenie agenta FBI, między ciuchy chowam stary album ze zdjęciami. Stworzyłam go razem z Ethanem, więc ma dla mnie wielką wartość.
       Do pokoju wbiega Jake, jest nieco zadyszany. Pochyla się, opierając ręce na kolanach, łapiąc oddech.
 - Potrzebują cię na dole - zwraca się do Logana, który z łoskotem odstawia na półkę śnieżną kulę.
 - Przypilnuj jej - rozkazuje chłopakowi, po czym zerka na mnie, ostrzegając. - Zaraz wracam.
       Wzruszam ramionami, kontynuując zamykanie pudła. Jake siada na łóżku, obserwując mnie.
 - Długo ci to zajmie? - pyta, bawiąc się kluczami.
 - Właściwie to już skończyłam - odpowiadam, rozglądając się po pokoju. Znacznie opustoszał, ale i tak wiele rzeczy tutaj zostanie. Chłopak wstaje, równo układając pudła pod ścianą. Przez drzwi słychać zdenerwowane głosy ludzi. Coś się stało. Podchodzę do drzwi, aby wyłapać jakieś słowa. Upuszczam książkę, którą trzymam w dłoni, kiedy dociera do mnie krzyk Ethana.
       Jake rzuca się na mnie, przyciskając mnie do drzwi całym ciałem. Jest silny, ale kopniak w czułe miejsce skutecznie go osłabia. Zatacza się do tyłu, kiedy otwieram drzwi. Wybiegam na korytarz, ale chłopak łapie mnie za rękę, mocno przyciągając do siebie, Wpadam na niego, próbując się wyrwać, ale tym razem na marne.
 - To było nie fair - warczy mi do ucha z wyrzutem. - A teraz mnie posłuchaj, bo mam plan.
       Zamieram, patrząc na niego wyczekująco.
 - Ty nie możesz się z nim spotkać - mówi, wpatrując mi się w oczy. - Ja mogę. Powiedz mi, co chcesz mu przekazać, a ja to zrobię. - Widząc moją niechęć do tego planu, dodaje z politowaniem. - Lepiej się zastanów, bo to wszystko, co mogę w tej sprawie dla ciebie zrobić.
       W milczeniu kiwam głową, naprawdę zamierzając rozważyć tę propozycję. Chłopak puszcza mnie, kiedy drzwi się otwierają. U progu staje Logan.
 - Skończyłaś? - pyta, mierząc wzrokiem stos pudeł ułożonych pod ścianą.
 - Jeszcze jedna rzecz, ale nie ma jej tutaj - odpowiadam, kiedy w głowie pojawia mi się pewien plan.
 - Gdzie jest? - Unosi pytająco brwi, opierając się o framugę.
 - W łazience - mówię, wychodząc na korytarz. Skręcam w lewo, kierując się w stronę schodów.
 - Nie w tę stronę.
       Te słowa są niczym wystrzał pistoletu na zawodach, oznajmiający rozpoczęcie wyścigu. Zrywam się do biegu, łapiąc poręczy schodów, aby nie upaść. Nie patrzę przed siebie, tylko przez ramię. Logan goni mnie z grymasem wściekłości na twarzy. Ostatnie cztery stopnie przeskakuję, lądując na czworakach. Te mała przeszkoda sprawia, że mężczyzna mnie dopada. Napiera na mnie ręką, przyciskając do ziemi. Nie mogę wstać.
 - Śpij dobrze - warczy, a ja czuję maleńkie ukłucie na karku. Wkrótce przestaję się szamotać, bo ogarnia mnie zmęczenie. Głosy z zewnątrz się wyciszają, kiedy zapadam się w czarną otchłań. Zostałam obezwładniona.

6 komentarzy:

  1. AWWWWW A TAK CZEKAŁAM AŻ UCIEKNIE XDD SZKODA ,ŻE JĄ ZŁAPALI ;_; CO DO BLOGA TO STRASZNIE PODOBA MI SIĘ WYGLĄD *0* MUSISZ ZROBIĆ ZWIASTUN! *^* NOO.... TO TYLE NA RAZIE....
    CZEKAM NA NEXTA!!! SZYBKO :* (SORY ZA CAPS ALE LUBIE NIM PISAĆ XD AHH)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie piszesz naprawdę bardzo fajny blog pisz więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tego bloga. Mam nnadzieję, że ciąg dalszy ukaże się szybciej niż można się tego spodziewać.
    Życzę miłego pisania! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wow, ale super blog! świetna grafika!
    powodzenia dalej i będzie mi miło, jesli zaobserwujesz mojego bloga :)

    http://ankutakesphotos.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham! Cudowny!<3

    OdpowiedzUsuń

...