Łokcie opieram na drewnianej ramie łóżka, czekając na odpowiedź.
- Wolałbym, abyś nie jechała - ostrożnie odpowiada na wcześniej zadane pytanie, a na jego twarzy maluje się prawdziwa troska. Dostrzegając moją oburzoną minę, szybko dodaje uzasadnienie. - To zbyt niebezpieczne.
- Co mi grozi? - pytam natarczywym tonem, patrząc mu prosto w oczy. Jego argument mnie nie przekonuje. Tutaj też nie czuję się bezpiecznie, a jednak mnie tu przetrzymują.
- Sama widziałaś, do czego ci ludzie są zdolni. Powinnaś wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. Nie ma co ukrywać, że chodzi o ciebie. Oni chcą cię dorwać, czego zapewne się domyśliłaś. Bezpieczniej będzie, jak zostaniesz w ośrodku. - Ręką omiata przestrzeń wokół siebie, gestykulując słowo 'ośrodek'. W jego głosie wyczuwam lekkie zdenerwowanie.
- Nie chcę tu siedzieć! Wy też mnie porwaliście i przetrzymujecie wbrew mojej woli! Więc pozwól mi chociaż pojechać tam ostatni raz... - proszę niemal błagalnym tonem, po czym dodaję. - Potrzebuję tych rzeczy.
- Nie chodzi tylko o rzeczy, prawda? - pyta, przeszywając mnie świdrującym spojrzeniem. Próbuje wyczytać coś z mojej twarzy, więc żeby oszczędzić mu fatygi, powoli kiwam głową. Po prostu nie ma sensu kłamać, skoro mnie przejrzał. Logan stoi przez chwilę, intensywnie nad czymś myśląc. Nerwowo stukam palcami o drewno, czekając niespokojnie. Mężczyzna zakłada ręce za głowę, głośno wypuszczając powietrze.
- Dobra, pojedziesz - informuje mnie, jednak jest wyraźnie niezadowolony.
Spływa na mnie fala ulgi. Uśmiecham się szeroko, mając ochotę podskoczyć wysoko. Jednocześnie czuję pustkę, bo wiem, że już nic nie będzie takie jak wcześniej. Nie zastanę Wendy, która krząta się po kuchni. Andy nie będzie siedział w salonie przed laptopem, pracując. Najprawdopodobniej ostatni raz odwiedzę to miejsce. Nigdy więcej tam nie wrócę, przekraczając próg domu i wspinając się po schodach do mojej sypialni. To jest smutne. Mężczyzna jeszcze coś mówi, ale nie słyszę go zbytnio, pogrążona we wspomnieniach, które nie wrócą.
- W porządku? - pyta Logan, klękając przede mną. Chwyta mnie za brodę, by przyjrzeć się źrenicom. Zaskoczona wyrywam mu się, odsuwając go od siebie.
- Mówiłeś coś? - roztargniona zadaję pytanie, wracając do teraźniejszości.
- Pytałem, czy w porządku? Już się bałem, że jesteś na haju przez środki usypiające. Szczerze powiedziawszy, zdziwiłbym się, gdybyś była, bo one nie działają w ten sposób - tłumaczy rozbawiony, wstając z podłogi.
- A to, co mówiłeś wcześniej? - dopytuję się, będąc nieco rozdrażniona.
- Mówiłem, że zaraz muszę iść do siebie. Mam sprawę do załatwienia. Możesz iść ze mną, pooglądasz telewizję, jeśli chcesz - powtarza, kierując się w stronę drzwi.
- Nie - odpowiadam bez zastanowienia. Logan wzrusza ramionami, po czym wychodzi na korytarz, a ja wtedy zmieniam zdanie. W sumie nie chcę tu sama siedzieć. Zrywam się z łóżka, wołając za nim.- Albo poczekaj!
Przystaje u progu, czekając na mnie. Idę w stronę windy, nie oglądając się za Loganem. Nie goni za mną, bo chyba wie, że nie zamierzam uciekać. Zresztą pogubiłabym się w tym labiryncie korytarzy. Delikatne światło sączy się z księżycowych lamp, oświetlając pusty korytarz. Ciemny tatuaż w kształcie konturu trójkąta odcina się na mojej bladej skórze. To od niego się zaczęło. Gdyby kobieta go nie zauważyła, najprawdopodobniej by mnie tutaj teraz nie było. Myślę, że to jakieś oznaczenie.
- Wiesz, co on oznacza. - zwracam się do Logana, wodząc palcem po znaku. Oczekuję odpowiedzi, chociaż to nie jest pytanie.
- Wiem - mówi tylko to, łapiąc mnie za nadgarstek. W milczeniu ogląda go pod różnymi kątami. Nie potrafię rozpoznać mieszaniny emocji malującej się na jego twarzy, oprócz tego, że nic nie powie na ten temat. Przynajmniej nie teraz. Nie zamierzam męczyć go pytaniami, ale powoli wysuwam nadgarstek z jego dłoni. Tatuaż zakrywam rękawem koszuli, bo czuję na sobie wzrok Logana.
Drzwi windy otwierają się z cichym szuraniem. Jasne światło razi mnie w oczy. W lustrze widać odbicie kabiny. Gdzieś przeczytałam, że lustra w windzie mają za zadanie odwracać uwagę osób chorych na klaustrofobię. Nieczęsto jeżdżę windami, ale się ich nie boję. Pomimo to spoglądam w zwierciadło, przyglądając się odbiciu niewidzącym wzrokiem. Atmosferę w windzie spowija cisza, której nikt nie zakłóca. Stoimy dość blisko, więc powoli zwiększam tę odległość. Logan to dostrzega i przewraca oczami. Dźwig przystaje, a ciężkie drzwi z metalu rozsuwają się, ukazując korytarz. Może kiedyś poznam ośrodek na tyle, że będę mogła poruszać się po nim z zamkniętymi oczami. Jak na razie to nawet z otwartymi bym się pogubiła.
Gabinet wygląda tak jak poprzednio. Może oprócz miski z popcornem stojącej na wnękowej półce za kanapą. Nieśmiało stoję przy ścianie. Czarnowłosy znika za biurkiem, ale nie siada na krześle. Schylając się, wystukuje coś na klawiaturze. Po chwili słychać cichą pracę drukarki, z której wysuwają się zadrukowane karki. Logan podnosi głowę znad monitora, patrząc na mnie nieco zdumiony.
- Rozgość się - mówi, uśmiechając się przyjaźnie. Siadam na kanapie, mając nadzieję, że nie wygląda to sztywno. Bawię się palcami, na co Logan tylko kręci głową, śmiejąc się ze mnie.
- Jesteś niemożliwa. Przyzwyczajaj się powoli do tego miejsca, bo to teraz jest twój dom. - Odchodzi od komputera, siadając ciężko na kanapie. Sięga ręką do tyłu, aby ściągnąć z półki popcorn i pilot. Miskę wsuwa w moje dłonie, a sam skacze po kanałach, szukając czegoś ciekawego w telewizji. Odsuwam od siebie popcorn, wciskając się w kąt kanapy.
- Nie bądź taka... Zachowujesz się, jakbyś chciała mieć ze mną jak najmniej do czynienia - Logan oznajmia łagodnie, ale widzę w jego oczach odrobinę bólu zmieszanego z irytacją.
- Z porywaczami raczej nikt nie chce się zadawać - odpowiadam z wyrzutem.
- Rozumiem, że tak to wygląda w twoich oczach - mówi ze smutkiem, kiwając w zamyśleniu głową.
- A w twoich jak to wygląda? Sprowadziliście mnie tutaj, stawiając sobie za cel ochronę mnie przed kosmitami? - pytam, używając przy tym sporej dawki sarkazmu.
- Może nie przed kosmitami, ale chronimy cię - odpowiada zupełnie poważnie, lecz dostrzegam delikatne drżenie kącików ust. Nie wiem czemu, ale siadam swobodniej, jednocześnie bliżej Logana.
W końcu zatrzymuje się na jednym z kanałów. Właśnie zaczyna się X-Men: Przeszłość, która nadejdzie. Jeszcze nie oglądałam, więc może będzie ciekawie. Cicho chichoczę pod nosem na myśl, że jeden z bohaterów filmu też ma na imię Logan. Tymczasem Logan z mojego świata znowu podsuwa mi miskę z popcornem. Siedzimy na miękkim siedzeniu, oglądając film i chrupiąc popcorn, a wieczór mija za oknem, przeobrażając się w ciemną noc.
- Nie - odpowiadam bez zastanowienia. Logan wzrusza ramionami, po czym wychodzi na korytarz, a ja wtedy zmieniam zdanie. W sumie nie chcę tu sama siedzieć. Zrywam się z łóżka, wołając za nim.- Albo poczekaj!
Przystaje u progu, czekając na mnie. Idę w stronę windy, nie oglądając się za Loganem. Nie goni za mną, bo chyba wie, że nie zamierzam uciekać. Zresztą pogubiłabym się w tym labiryncie korytarzy. Delikatne światło sączy się z księżycowych lamp, oświetlając pusty korytarz. Ciemny tatuaż w kształcie konturu trójkąta odcina się na mojej bladej skórze. To od niego się zaczęło. Gdyby kobieta go nie zauważyła, najprawdopodobniej by mnie tutaj teraz nie było. Myślę, że to jakieś oznaczenie.
- Wiesz, co on oznacza. - zwracam się do Logana, wodząc palcem po znaku. Oczekuję odpowiedzi, chociaż to nie jest pytanie.
- Wiem - mówi tylko to, łapiąc mnie za nadgarstek. W milczeniu ogląda go pod różnymi kątami. Nie potrafię rozpoznać mieszaniny emocji malującej się na jego twarzy, oprócz tego, że nic nie powie na ten temat. Przynajmniej nie teraz. Nie zamierzam męczyć go pytaniami, ale powoli wysuwam nadgarstek z jego dłoni. Tatuaż zakrywam rękawem koszuli, bo czuję na sobie wzrok Logana.
Drzwi windy otwierają się z cichym szuraniem. Jasne światło razi mnie w oczy. W lustrze widać odbicie kabiny. Gdzieś przeczytałam, że lustra w windzie mają za zadanie odwracać uwagę osób chorych na klaustrofobię. Nieczęsto jeżdżę windami, ale się ich nie boję. Pomimo to spoglądam w zwierciadło, przyglądając się odbiciu niewidzącym wzrokiem. Atmosferę w windzie spowija cisza, której nikt nie zakłóca. Stoimy dość blisko, więc powoli zwiększam tę odległość. Logan to dostrzega i przewraca oczami. Dźwig przystaje, a ciężkie drzwi z metalu rozsuwają się, ukazując korytarz. Może kiedyś poznam ośrodek na tyle, że będę mogła poruszać się po nim z zamkniętymi oczami. Jak na razie to nawet z otwartymi bym się pogubiła.
Gabinet wygląda tak jak poprzednio. Może oprócz miski z popcornem stojącej na wnękowej półce za kanapą. Nieśmiało stoję przy ścianie. Czarnowłosy znika za biurkiem, ale nie siada na krześle. Schylając się, wystukuje coś na klawiaturze. Po chwili słychać cichą pracę drukarki, z której wysuwają się zadrukowane karki. Logan podnosi głowę znad monitora, patrząc na mnie nieco zdumiony.
- Rozgość się - mówi, uśmiechając się przyjaźnie. Siadam na kanapie, mając nadzieję, że nie wygląda to sztywno. Bawię się palcami, na co Logan tylko kręci głową, śmiejąc się ze mnie.
- Jesteś niemożliwa. Przyzwyczajaj się powoli do tego miejsca, bo to teraz jest twój dom. - Odchodzi od komputera, siadając ciężko na kanapie. Sięga ręką do tyłu, aby ściągnąć z półki popcorn i pilot. Miskę wsuwa w moje dłonie, a sam skacze po kanałach, szukając czegoś ciekawego w telewizji. Odsuwam od siebie popcorn, wciskając się w kąt kanapy.
- Nie bądź taka... Zachowujesz się, jakbyś chciała mieć ze mną jak najmniej do czynienia - Logan oznajmia łagodnie, ale widzę w jego oczach odrobinę bólu zmieszanego z irytacją.
- Z porywaczami raczej nikt nie chce się zadawać - odpowiadam z wyrzutem.
- Rozumiem, że tak to wygląda w twoich oczach - mówi ze smutkiem, kiwając w zamyśleniu głową.
- A w twoich jak to wygląda? Sprowadziliście mnie tutaj, stawiając sobie za cel ochronę mnie przed kosmitami? - pytam, używając przy tym sporej dawki sarkazmu.
- Może nie przed kosmitami, ale chronimy cię - odpowiada zupełnie poważnie, lecz dostrzegam delikatne drżenie kącików ust. Nie wiem czemu, ale siadam swobodniej, jednocześnie bliżej Logana.
W końcu zatrzymuje się na jednym z kanałów. Właśnie zaczyna się X-Men: Przeszłość, która nadejdzie. Jeszcze nie oglądałam, więc może będzie ciekawie. Cicho chichoczę pod nosem na myśl, że jeden z bohaterów filmu też ma na imię Logan. Tymczasem Logan z mojego świata znowu podsuwa mi miskę z popcornem. Siedzimy na miękkim siedzeniu, oglądając film i chrupiąc popcorn, a wieczór mija za oknem, przeobrażając się w ciemną noc.
~*~
Film się już skończył, tylko na telewizorze jeszcze przemijają napisy. Logan wstaje, aby zabrać wydrukowane kartki, po czym znika za drzwiami sypialni. Nie zwróciłam uwagi, że drukarka już ucichła, kończąc swoją pracę. Podchodzę do okna, otulając się koszulą. Chłodne powietrze prześlizguje się przez szczelinę uchylonego okna, orzeźwiając pomieszczenie. Ciemne niebo rozjaśniają migoczące gwiazdy. Jutro chyba będzie padać. Zawsze lubiłam podziwiać nocne niebo. Potrafiłam chodzić wieczorem na długie spacery, wędrując z uniesioną do góry głową. Jest w tym coś magicznego, coś, co pozwala oderwać się od rzeczywistości.
Parapet jest dość duży, abym mogła na nim usiąść. Opieram się o ścianę, wyciągając nogi wzdłuż parapetu. Świeże powietrze napływa do moich nozdrzy. Wpatruję się w gwiazdozbiory, czując, że ogarnia mnie senność. Ciszę zakłóca dźwięk reklam dobiegających z telewizora, ale po chwili to przeobraża się w ciche buczenie, na które mój mózg nie zwraca większej uwagi. Spoglądam przez ramię. W sypialni jest ciemno, ale na panelach odbija się światło, które się sączy spod łazienkowych drzwi. Mniemam, że Logan teraz bierze prysznic, bo słyszę strumień wody. Wracam do oglądania nocnego krajobrazu, jednak po chwili przymykam oczy, zasypiając.
Pogrążona w półśnie, słyszę, że ktoś wchodzi do gabinetu. Jednak nie podnoszę powiek.
- Jest już późno i... - Logan urywa w połowie zdania, podchodząc do mnie. - W sumie możesz spać tutaj - szepcze, wsuwając jedną rękę pod moje kolana, a drugą pod plecy. Podnosi mnie bez trudu. W odpowiedzi sennie coś mruczę, ale jestem zbyt zmęczona, by się mu wyrywać. Kładąc głowę o jego ramię, czuję świeży zapach drogiego żelu pod prysznic. Odpływam w sen, czując, jak Logan ostrożnie kładzie mnie na łóżko. Wtulam się w miękką poduszkę, kiedy przykrywa mnie pościelą.
- Śpij dobrze - szepcze Logan, stojąc u progu drzwi, które przymyka. Nie jestem pewna czy to sen, czy jawa, ale słyszę dźwięk mojego telefonu w szafeczce obok. Jednak jestem zbyt śpiąca, by to sprawdzić. Zasypiam, pamiętając o komórce.
Zupełnie wypoczęta budzę się w sypialni mojego opiekuna. Leżę przez chwilę z przymkniętymi powiekami, próbując wrócić do nieświadomości towarzyszącej mi podczas snu. Jednak muszę wstać z tego łóżka i stawić czoło rzeczywistości. Leniwie zwlekam się z materaca. W pokoju jest trochę ciemno, więc odsłaniam ciemne rolety. Jaskrawe światło poranka raz mnie w oczy, które przymykam. Po chwili się przyzwyczajam i dostrzegam, że niebo ma szarawy kolor świadczący o deszczowej pogodzie. Tak jak myślałam.
Palcami przeczesuję włosy, spoglądając na zegarek. Siódma rano. Nie słyszę porannych odgłosów, więc może Logan jeszcze śpi. Tylko, że ja zajęłam jego łóżko, więc gdzie jest? Wyglądam za uchylone drzwi. Mężczyzna śpi na kanapie, przykryty kocem, a jego nogi zwisają z boku siedzenia. Dopadają mnie małe wyrzuty sumienia, bo zajęłam mu łóżko, podczas gdy bez problemu zmieściłabym się na kanapie. Może podczas spania wygląda na bezbronnego, ale wiem, że w rzeczywistości tak nie jest.
Przypominając sobie o telefonie, cicho otwieram szufladę nocnej szafki. Tak jak myślałam. Jest tam mój telefon. Nasłuchując, czy Logan się nie obudził, w pośpiechu wystukuję sms do mojego przyjaciela.
Do: Ethan
Dzisiaj będę pod moim domem. Może uda nam się spotkać.
Szybko odkładam telefon do szafki i wychodzę z sypialni. Uff, Logan się nie obudził.
- Śpisz? - pytam, trącając go w ramię.
- Nie, tylko powieki oglądam - odpowiada zaspanym głosem, przekręcając się na bok. Po chwili otwiera oczy, spoglądając na mnie.
- A, no to ci nie przeszkadzam - Odchodzę w stronę drzwi, ale w rzeczywistości mam zamiar tylko przyjrzeć się obrazom wiszącym na ścianie.
- Nigdzie nie wyjdziesz, nie masz klucza - rzuca w moją stronę, złośliwie się uśmiechając.
- Skąd wiesz, że go ci nie zabrałam podczas snu? - pytam, mając twarz zwróconą w stronę czterech kwadratowych obrazków, które przedstawiają różne miasta w odcieniach szarości. Mam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy; poddać w wątpliwość jego zaradność.
- Bo nawet wtedy jestem czujny - oznajmia z wielką pewnością siebie. Odwracam się w jego stronę. Składa koc w równą kostkę, a ja przypominam sobie, że nie zaścieliłam łóżka. Pospiesznie wracam do sypialni.
Poprawiam poduszki i pościel, podczas gdy Logan wchodzi do łazienki.
- O dziesiątej wyjeżdżamy, chyba że zmieniłaś zdanie - Wychyla się zza drzwi, patrząc na mnie z nadzieją. W dłoni trzyma szczoteczkę do zębów.
- Nie, nie zmieniłam zdania - informuję go natarczywie.
- Szkoda - mówi pod nosem, po czym dodaje głośniej. - Co zjesz na śniadanie?
- Nic.
- Sue, musisz jeść. Nie pojedziesz, jeśli nic nie zjesz - grozi mi, jednak jego głos jest łagodny. Mierzę go wzrokiem, ale on tylko wzrusza ramionami.
- Więc płatki mi wystarczą - mówię zrezygnowana, chociaż jestem głodna. Mężczyzna uśmiecha się, a usta ma wypełnione pianą.
- A, tak przy okazji... Zechcesz mi powiedzieć, co szukałaś w szufladzie? - pyta, wycierając twarz ręcznikiem. Skąd on wie!? Z zaskoczenia otwieram szeroko oczy i usta, a Logan, widząc to, dodaje. - Telefon?
Wpatruję się w niego z przerażeniem. Otrzymał powód, dlaczego miałabym nie pojechać. Świetnie.
- Ja tylko...skąd...?- jąkam się, przez co automatycznie potwierdzam jego przypuszczenia.
- Nie domknęłaś jej. Do kogo napisałaś? - przerywa mi, wychodząc z łazienki. Staje przede mną z założonymi rękami. Wyraz jego twarzy już nie jest taki zadowolony. - Do Ethana?
Milczę, a wzrok mam utkwiony w kolanach. Wzdycha, po czym sięga do szafki, w której znajduje się smartfon. Wodzi palcem po ekranie, najprawdopodobniej sprawdzając sms. Śmieje się, ale jest to raczej nerwowy chichot. Wiem, że jest rozgniewany. Po chwili przykłada telefon do ucha, a ja słyszę cichy odgłos połączenia. Palcem pokazuje mi, abym nic nie mówiła. Wygląda groźnie, więc nawet nie zamierzam się ruszać.
- Sue? - Z telefonu dobiega głos Ethan'a. Wstrzymuję oddech, powstrzymując się przed wyrwaniem telefon z rąk porywacza. Dłonie zaciskam na brzegu granatowej pościeli.
- Nie i nie rozłączaj się. Chcę cię poinformować, że nie spotkasz się dzisiaj z Sue. Pamiętasz, co ci mówiłem? Nawet nie próbuj kręcić się w pobliżu miejsca zbrodni. W przypadku niedostosowania się do moich próśb, poniesiesz odpowiednie konsekwencje. Zrozumiałeś? - Ton głosu Logana jest surowy, ale wypowiadając te słowa, uważnie patrzy na mnie.
- Cze...
- Zrozumiałeś czy mam przysłać ludzi, którzy cię przypilnują? - powtarza jeszcze ostrzejszym tonem.
- Tak jest, panie Hetfield - odpowiada pokornie Ethan, po czym Logan się teatralnie rozłącza. Patrzy na mnie surowo spod przymrużonych powiek. Po chwili gniew znika, a na twarzy maluje się zawód.
Pan Hetfield chowa telefon do kieszeni dresowych spodni, znikając za drzwiami łazienki. Nie zamyka ich, więc podchodzę, opierając się o framugę. Jakaś cząstka mnie chce przeprosić, natomiast inna cząstka surowo mi tego zabrania.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - pyta, unosząc brwi, a ja w odpowiedzi kręcę przecząco głową.
- To irracjonalne, ale przepraszam - wyrzucam z siebie na jednym tchu. - Bo inaczej mnie nie puścisz, tak? - dodaję, próbując ratować resztki swojej godności, co tylko wywołuje rozbawienie u mężczyzny.
- Przeprosiny przyjęte, ale nie musisz udawać interesownej osoby - mówi, czochrając mi włosy. Odsuwam jego dłonie, mierzę go wzrokiem, po czym wychodzę z łazienki.
- I tak wiem, że po prostu ruszyło cię sumienie! - krzyczy za mną, ale ja nie przystaję.
Opadam ciężko na kanapę. Tkwią we mnie jeszcze resztki nadziei, że Ethan jednak się pojawi. Ale czy to będzie dobre dla niego? Nie, z pewnością nie. Chowam twarz w dłoniach, martwiąc się o przyjaciela. Zazwyczaj jest rozsądny... ale jest też moim prawdziwym przyjacielem.
- Wyślę ludzi, żeby go pilnowali, więc nie spodziewaj się go ujrzeć na miejscu - informuje mnie Logan, poprawiając krawat. W oczach błyszczą mu złośliwe chochliki, ale uśmiecha się przyjaźnie. Ubrał się w ciemne spodnie, jasną koszulę i marynarkę szytą na miarę. - Chodź, pewnie też chcesz się przebrać.
Wstaję, podążając za nim w milczeniu. Skręcamy w lewo, idąc zupełnie inną drogą. Może próbuje zdezorientować mnie w terenie, w którym zupełnie się nie orientuję? To nie ma sensu.
- Idziemy inną drogą. - Zauważam na głos, ale facet nic nie odpowiada. Wkrótce znajdujemy się na korytarzu z księżycowymi lampami. Tak jak mówiłam, istny labirynt.
- Przyślę ci śniadanie do pokoju. Za kwadrans dziesiąta masz być gotowa - mówi, otwierając przede mną drzwi pokoju numer dwadzieścia trzy. Wchodzę do swojej celi, od razu kierując się do łazienki.
Stoję pod prysznicem całkiem naga z zamkniętymi oczami. Ciepła woda przyjemnie relaksuje moje mięśnie. Po dziesięciu minutach wodnego masażu wychodzę spod prysznica owinięta ręcznikiem. Sięgam po drugi ręcznik, owijając nim włosy. Na łóżku zostało jeszcze trochę ciuchów, których wczoraj nie schowałam. W ogóle się nie rozgościłam w tym pokoju. Na biurku dostrzegam tacę ze śniadaniem, a raczej ze śniadaniami, bo oprócz płatków z mlekiem, są także naleśniki z syropem klonowym i czarna herbata.
Ubieram się, po czym zabieram się za śniadanie. Jem wszystkiego po trochu, popijając ciepłą herbatą z cytryną. Po skończonym posiłku myję zęby i zabieram się za równe składanie ubrań, by zająć czymś czas. Otwieram pustą szufladę, do której wrzucam wszystko, co posiadam, czyli niewiele. Szukam w łazience suszarki, aby wysuszyć mokre włosy. Znajduję ją schowaną w pudełku w szafce pod zlewem. Za pomocą szczotki i ciepłego powietrza układam fryzurę. Jestem ubrana w grafitową koszulkę, która opina mi ciało, a rękawy sięgają mi do trzech czwartych długości rąk. Dopasowałam do niej tradycyjnie czarne rurki.
Wpatrując się w biały sufit i słuchając muzyki wydobywającej się z radia, czekam na Logana. A co, jeśli jednak mnie nie zabierze? Co, jeśli mnie okłamał? Mam nadzieję, że nie. Tak bardzo chcę pojechać. Staję na łóżku, aby wyjrzeć przez okno. Szare chmury przysłaniają słońce, a na szybie pojawia się kilka małych kropel. Na dziedzińcu dostrzegam obecność kilku ogrodników, którzy w skupieniu przycinają rośliny.
Chciałabym teraz móc przejść się po dziedzińcu, poczuć się wolna. Wdychać woń letniego powietrza. Chociażby tańczyć w kroplach deszczu, nie przejmując się niczym. Zamiast tego jestem uwięziona w tych czterech ścianach, ale i tak dość dobrze mnie traktują. Nie tak wyobrażałam sobie porwanie, lecz i tak mam tego dość. Wystarczyło parę chwil, aby moje życie się zmieniło. A może cały czas takie było, tylko żyłam w wyimaginowanym świecie nieświadoma niczego?
Moje myśli przerywa odgłos kroków za mną. Odwracam się, a przed łóżkiem stoi Logan, trzymając w ręce ciemnozieloną bluzę.
- Ubierz się w to, bo jest zimno. Już wyjeżdżamy. - Wyciąga do przodu rękę z bluzą, lecz w połowie drogi się zatrzymuje, dodając. - Chyba że zmieniłaś zadanie?
- Nie zmieniłam - stwierdzam, zeskakując z łóżka. Biorę od niego bluzę, którą zakładam. Jest za duża, ale nie mam niczego innego. Pachnie praniem i męskimi perfumami, ale chyba tak pachnie cała szafa Logana, a mi to nie przeszkadza.
Staram się dotrzymać mu kroku, idąc za nim opustoszałym korytarzem. Zatrzymujemy się przed masywnymi drzwiami. Mężczyzna przytrzymuje mi je, a ja wchodzę do przestronnego garażu, w którym znajdują się pojazdy wszelkiego rodzaju. Pośrodku pomieszczenia zebrała się niewielka grupka uzbrojonych ludzi. Patrzę pytająco na Logana, na co on odpowiada niewinnym uśmiechem.
- Wszyscy są? - zwraca się do zgromadzonych ludzi.
- Jeszcze Jake nie dotarł - odpowiada łysy mężczyzna z opatrunkiem na nosie. To jego uderzył Ethan, abym mogła uciekać.
Widzę zniecierpliwienie na twarzy mojego opiekuna. Prowadzi mnie do czarnego samochodu, tego samego, którym tu przyjechałam. Otwiera tylne drzwi, więc grzecznie wsiadam, zapinając pasy. Przez chwilę rozważam opcję ucieczki. Jednak nie mam szans, ponieważ na zewnątrz jest zbyt wiele ludzi, którzy by mi przeszkodzili. Logan sprawdza, czy jestem skutecznie uwięziona, po czym sam siada za kierownicą. Słyszę szczęk i wiem, że zdołam stąd wyjść.
Przez kompletnie zaciemnione okna nic nie widać, więc wychylam się, aby spojrzeć przez przednią szybę. W naszą stronę ktoś biegnie, ale nie widzę twarzy, którą zasłania mi fotel. Próbuję się wyswobodzić z pasów, ale są zablokowane. Najwidoczniej mylnie uznałam, że drzwi zostały zablokowane. Udaje mi się je otworzyć, natomiast pasów nie mogę odpiąć. Sprytne wyeliminowanie mojej ucieczki. W przednim lusterku dostrzegam złośliwy uśmieszek mojego opiekuna.
Przednie drzwi się otwierają.
- Sorki za spóźnienie - dyszy tajemniczy gość, siadając w fotelu obok Logana. Obraca głowę w moją stronę, a ja zamieram. - Cześć, mała.
Przepraszam za tak późne dodanie rozdziału. :c
Parapet jest dość duży, abym mogła na nim usiąść. Opieram się o ścianę, wyciągając nogi wzdłuż parapetu. Świeże powietrze napływa do moich nozdrzy. Wpatruję się w gwiazdozbiory, czując, że ogarnia mnie senność. Ciszę zakłóca dźwięk reklam dobiegających z telewizora, ale po chwili to przeobraża się w ciche buczenie, na które mój mózg nie zwraca większej uwagi. Spoglądam przez ramię. W sypialni jest ciemno, ale na panelach odbija się światło, które się sączy spod łazienkowych drzwi. Mniemam, że Logan teraz bierze prysznic, bo słyszę strumień wody. Wracam do oglądania nocnego krajobrazu, jednak po chwili przymykam oczy, zasypiając.
Pogrążona w półśnie, słyszę, że ktoś wchodzi do gabinetu. Jednak nie podnoszę powiek.
- Jest już późno i... - Logan urywa w połowie zdania, podchodząc do mnie. - W sumie możesz spać tutaj - szepcze, wsuwając jedną rękę pod moje kolana, a drugą pod plecy. Podnosi mnie bez trudu. W odpowiedzi sennie coś mruczę, ale jestem zbyt zmęczona, by się mu wyrywać. Kładąc głowę o jego ramię, czuję świeży zapach drogiego żelu pod prysznic. Odpływam w sen, czując, jak Logan ostrożnie kładzie mnie na łóżko. Wtulam się w miękką poduszkę, kiedy przykrywa mnie pościelą.
- Śpij dobrze - szepcze Logan, stojąc u progu drzwi, które przymyka. Nie jestem pewna czy to sen, czy jawa, ale słyszę dźwięk mojego telefonu w szafeczce obok. Jednak jestem zbyt śpiąca, by to sprawdzić. Zasypiam, pamiętając o komórce.
Zupełnie wypoczęta budzę się w sypialni mojego opiekuna. Leżę przez chwilę z przymkniętymi powiekami, próbując wrócić do nieświadomości towarzyszącej mi podczas snu. Jednak muszę wstać z tego łóżka i stawić czoło rzeczywistości. Leniwie zwlekam się z materaca. W pokoju jest trochę ciemno, więc odsłaniam ciemne rolety. Jaskrawe światło poranka raz mnie w oczy, które przymykam. Po chwili się przyzwyczajam i dostrzegam, że niebo ma szarawy kolor świadczący o deszczowej pogodzie. Tak jak myślałam.
Palcami przeczesuję włosy, spoglądając na zegarek. Siódma rano. Nie słyszę porannych odgłosów, więc może Logan jeszcze śpi. Tylko, że ja zajęłam jego łóżko, więc gdzie jest? Wyglądam za uchylone drzwi. Mężczyzna śpi na kanapie, przykryty kocem, a jego nogi zwisają z boku siedzenia. Dopadają mnie małe wyrzuty sumienia, bo zajęłam mu łóżko, podczas gdy bez problemu zmieściłabym się na kanapie. Może podczas spania wygląda na bezbronnego, ale wiem, że w rzeczywistości tak nie jest.
Przypominając sobie o telefonie, cicho otwieram szufladę nocnej szafki. Tak jak myślałam. Jest tam mój telefon. Nasłuchując, czy Logan się nie obudził, w pośpiechu wystukuję sms do mojego przyjaciela.
Do: Ethan
Dzisiaj będę pod moim domem. Może uda nam się spotkać.
Szybko odkładam telefon do szafki i wychodzę z sypialni. Uff, Logan się nie obudził.
- Śpisz? - pytam, trącając go w ramię.
- Nie, tylko powieki oglądam - odpowiada zaspanym głosem, przekręcając się na bok. Po chwili otwiera oczy, spoglądając na mnie.
- A, no to ci nie przeszkadzam - Odchodzę w stronę drzwi, ale w rzeczywistości mam zamiar tylko przyjrzeć się obrazom wiszącym na ścianie.
- Nigdzie nie wyjdziesz, nie masz klucza - rzuca w moją stronę, złośliwie się uśmiechając.
- Skąd wiesz, że go ci nie zabrałam podczas snu? - pytam, mając twarz zwróconą w stronę czterech kwadratowych obrazków, które przedstawiają różne miasta w odcieniach szarości. Mam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy; poddać w wątpliwość jego zaradność.
- Bo nawet wtedy jestem czujny - oznajmia z wielką pewnością siebie. Odwracam się w jego stronę. Składa koc w równą kostkę, a ja przypominam sobie, że nie zaścieliłam łóżka. Pospiesznie wracam do sypialni.
Poprawiam poduszki i pościel, podczas gdy Logan wchodzi do łazienki.
- O dziesiątej wyjeżdżamy, chyba że zmieniłaś zdanie - Wychyla się zza drzwi, patrząc na mnie z nadzieją. W dłoni trzyma szczoteczkę do zębów.
- Nie, nie zmieniłam zdania - informuję go natarczywie.
- Szkoda - mówi pod nosem, po czym dodaje głośniej. - Co zjesz na śniadanie?
- Nic.
- Sue, musisz jeść. Nie pojedziesz, jeśli nic nie zjesz - grozi mi, jednak jego głos jest łagodny. Mierzę go wzrokiem, ale on tylko wzrusza ramionami.
- Więc płatki mi wystarczą - mówię zrezygnowana, chociaż jestem głodna. Mężczyzna uśmiecha się, a usta ma wypełnione pianą.
- A, tak przy okazji... Zechcesz mi powiedzieć, co szukałaś w szufladzie? - pyta, wycierając twarz ręcznikiem. Skąd on wie!? Z zaskoczenia otwieram szeroko oczy i usta, a Logan, widząc to, dodaje. - Telefon?
Wpatruję się w niego z przerażeniem. Otrzymał powód, dlaczego miałabym nie pojechać. Świetnie.
- Ja tylko...skąd...?- jąkam się, przez co automatycznie potwierdzam jego przypuszczenia.
- Nie domknęłaś jej. Do kogo napisałaś? - przerywa mi, wychodząc z łazienki. Staje przede mną z założonymi rękami. Wyraz jego twarzy już nie jest taki zadowolony. - Do Ethana?
Milczę, a wzrok mam utkwiony w kolanach. Wzdycha, po czym sięga do szafki, w której znajduje się smartfon. Wodzi palcem po ekranie, najprawdopodobniej sprawdzając sms. Śmieje się, ale jest to raczej nerwowy chichot. Wiem, że jest rozgniewany. Po chwili przykłada telefon do ucha, a ja słyszę cichy odgłos połączenia. Palcem pokazuje mi, abym nic nie mówiła. Wygląda groźnie, więc nawet nie zamierzam się ruszać.
- Sue? - Z telefonu dobiega głos Ethan'a. Wstrzymuję oddech, powstrzymując się przed wyrwaniem telefon z rąk porywacza. Dłonie zaciskam na brzegu granatowej pościeli.
- Nie i nie rozłączaj się. Chcę cię poinformować, że nie spotkasz się dzisiaj z Sue. Pamiętasz, co ci mówiłem? Nawet nie próbuj kręcić się w pobliżu miejsca zbrodni. W przypadku niedostosowania się do moich próśb, poniesiesz odpowiednie konsekwencje. Zrozumiałeś? - Ton głosu Logana jest surowy, ale wypowiadając te słowa, uważnie patrzy na mnie.
- Cze...
- Zrozumiałeś czy mam przysłać ludzi, którzy cię przypilnują? - powtarza jeszcze ostrzejszym tonem.
- Tak jest, panie Hetfield - odpowiada pokornie Ethan, po czym Logan się teatralnie rozłącza. Patrzy na mnie surowo spod przymrużonych powiek. Po chwili gniew znika, a na twarzy maluje się zawód.
Pan Hetfield chowa telefon do kieszeni dresowych spodni, znikając za drzwiami łazienki. Nie zamyka ich, więc podchodzę, opierając się o framugę. Jakaś cząstka mnie chce przeprosić, natomiast inna cząstka surowo mi tego zabrania.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - pyta, unosząc brwi, a ja w odpowiedzi kręcę przecząco głową.
- To irracjonalne, ale przepraszam - wyrzucam z siebie na jednym tchu. - Bo inaczej mnie nie puścisz, tak? - dodaję, próbując ratować resztki swojej godności, co tylko wywołuje rozbawienie u mężczyzny.
- Przeprosiny przyjęte, ale nie musisz udawać interesownej osoby - mówi, czochrając mi włosy. Odsuwam jego dłonie, mierzę go wzrokiem, po czym wychodzę z łazienki.
- I tak wiem, że po prostu ruszyło cię sumienie! - krzyczy za mną, ale ja nie przystaję.
Opadam ciężko na kanapę. Tkwią we mnie jeszcze resztki nadziei, że Ethan jednak się pojawi. Ale czy to będzie dobre dla niego? Nie, z pewnością nie. Chowam twarz w dłoniach, martwiąc się o przyjaciela. Zazwyczaj jest rozsądny... ale jest też moim prawdziwym przyjacielem.
- Wyślę ludzi, żeby go pilnowali, więc nie spodziewaj się go ujrzeć na miejscu - informuje mnie Logan, poprawiając krawat. W oczach błyszczą mu złośliwe chochliki, ale uśmiecha się przyjaźnie. Ubrał się w ciemne spodnie, jasną koszulę i marynarkę szytą na miarę. - Chodź, pewnie też chcesz się przebrać.
Wstaję, podążając za nim w milczeniu. Skręcamy w lewo, idąc zupełnie inną drogą. Może próbuje zdezorientować mnie w terenie, w którym zupełnie się nie orientuję? To nie ma sensu.
- Idziemy inną drogą. - Zauważam na głos, ale facet nic nie odpowiada. Wkrótce znajdujemy się na korytarzu z księżycowymi lampami. Tak jak mówiłam, istny labirynt.
- Przyślę ci śniadanie do pokoju. Za kwadrans dziesiąta masz być gotowa - mówi, otwierając przede mną drzwi pokoju numer dwadzieścia trzy. Wchodzę do swojej celi, od razu kierując się do łazienki.
Stoję pod prysznicem całkiem naga z zamkniętymi oczami. Ciepła woda przyjemnie relaksuje moje mięśnie. Po dziesięciu minutach wodnego masażu wychodzę spod prysznica owinięta ręcznikiem. Sięgam po drugi ręcznik, owijając nim włosy. Na łóżku zostało jeszcze trochę ciuchów, których wczoraj nie schowałam. W ogóle się nie rozgościłam w tym pokoju. Na biurku dostrzegam tacę ze śniadaniem, a raczej ze śniadaniami, bo oprócz płatków z mlekiem, są także naleśniki z syropem klonowym i czarna herbata.
Ubieram się, po czym zabieram się za śniadanie. Jem wszystkiego po trochu, popijając ciepłą herbatą z cytryną. Po skończonym posiłku myję zęby i zabieram się za równe składanie ubrań, by zająć czymś czas. Otwieram pustą szufladę, do której wrzucam wszystko, co posiadam, czyli niewiele. Szukam w łazience suszarki, aby wysuszyć mokre włosy. Znajduję ją schowaną w pudełku w szafce pod zlewem. Za pomocą szczotki i ciepłego powietrza układam fryzurę. Jestem ubrana w grafitową koszulkę, która opina mi ciało, a rękawy sięgają mi do trzech czwartych długości rąk. Dopasowałam do niej tradycyjnie czarne rurki.
Wpatrując się w biały sufit i słuchając muzyki wydobywającej się z radia, czekam na Logana. A co, jeśli jednak mnie nie zabierze? Co, jeśli mnie okłamał? Mam nadzieję, że nie. Tak bardzo chcę pojechać. Staję na łóżku, aby wyjrzeć przez okno. Szare chmury przysłaniają słońce, a na szybie pojawia się kilka małych kropel. Na dziedzińcu dostrzegam obecność kilku ogrodników, którzy w skupieniu przycinają rośliny.
Chciałabym teraz móc przejść się po dziedzińcu, poczuć się wolna. Wdychać woń letniego powietrza. Chociażby tańczyć w kroplach deszczu, nie przejmując się niczym. Zamiast tego jestem uwięziona w tych czterech ścianach, ale i tak dość dobrze mnie traktują. Nie tak wyobrażałam sobie porwanie, lecz i tak mam tego dość. Wystarczyło parę chwil, aby moje życie się zmieniło. A może cały czas takie było, tylko żyłam w wyimaginowanym świecie nieświadoma niczego?
Moje myśli przerywa odgłos kroków za mną. Odwracam się, a przed łóżkiem stoi Logan, trzymając w ręce ciemnozieloną bluzę.
- Ubierz się w to, bo jest zimno. Już wyjeżdżamy. - Wyciąga do przodu rękę z bluzą, lecz w połowie drogi się zatrzymuje, dodając. - Chyba że zmieniłaś zadanie?
- Nie zmieniłam - stwierdzam, zeskakując z łóżka. Biorę od niego bluzę, którą zakładam. Jest za duża, ale nie mam niczego innego. Pachnie praniem i męskimi perfumami, ale chyba tak pachnie cała szafa Logana, a mi to nie przeszkadza.
Staram się dotrzymać mu kroku, idąc za nim opustoszałym korytarzem. Zatrzymujemy się przed masywnymi drzwiami. Mężczyzna przytrzymuje mi je, a ja wchodzę do przestronnego garażu, w którym znajdują się pojazdy wszelkiego rodzaju. Pośrodku pomieszczenia zebrała się niewielka grupka uzbrojonych ludzi. Patrzę pytająco na Logana, na co on odpowiada niewinnym uśmiechem.
- Wszyscy są? - zwraca się do zgromadzonych ludzi.
- Jeszcze Jake nie dotarł - odpowiada łysy mężczyzna z opatrunkiem na nosie. To jego uderzył Ethan, abym mogła uciekać.
Widzę zniecierpliwienie na twarzy mojego opiekuna. Prowadzi mnie do czarnego samochodu, tego samego, którym tu przyjechałam. Otwiera tylne drzwi, więc grzecznie wsiadam, zapinając pasy. Przez chwilę rozważam opcję ucieczki. Jednak nie mam szans, ponieważ na zewnątrz jest zbyt wiele ludzi, którzy by mi przeszkodzili. Logan sprawdza, czy jestem skutecznie uwięziona, po czym sam siada za kierownicą. Słyszę szczęk i wiem, że zdołam stąd wyjść.
Przez kompletnie zaciemnione okna nic nie widać, więc wychylam się, aby spojrzeć przez przednią szybę. W naszą stronę ktoś biegnie, ale nie widzę twarzy, którą zasłania mi fotel. Próbuję się wyswobodzić z pasów, ale są zablokowane. Najwidoczniej mylnie uznałam, że drzwi zostały zablokowane. Udaje mi się je otworzyć, natomiast pasów nie mogę odpiąć. Sprytne wyeliminowanie mojej ucieczki. W przednim lusterku dostrzegam złośliwy uśmieszek mojego opiekuna.
Przednie drzwi się otwierają.
- Sorki za spóźnienie - dyszy tajemniczy gość, siadając w fotelu obok Logana. Obraca głowę w moją stronę, a ja zamieram. - Cześć, mała.
Przepraszam za tak późne dodanie rozdziału. :c
Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Jejku bardzo mi się podoba twój styl pisania i ogólnie temat opowiadania. :)
OdpowiedzUsuńJestem kiepska w pisaniu komentarzy, wybacz.
Przeczytałam to z bardzo dużą ciekawością, Powodzenia w dalszym pisaniu bo to co tu jest, jest naprawdę dobre! Czekamy na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńJejku, jejku, jejku! Kiedyś Cię chyba zniszczę za kończenie rozdziałów w najlepszych momentach! Jesteś okrutna, jak możesz nam to robić! :< A co do nowego opowiadania to z chęcią przeczytam, jeżeli takowe naprawdę powstanie! Rozdział okropnie mi się podobał, ale pozostawił po sobie też niedosyt. :D Komentarz może być trochę chaotyczny, bo piszę go od razu po przeczytaniu i jeszcze nie ochłonęłam. Także pozdrawiam cieplutko i życzę weny! :)
OdpowiedzUsuńNo i kolejna część jest na plus. Czasami gubisz literki, więc zwracaj na to szczególną uwagę, aby było wszystko dokładne :)
OdpowiedzUsuńDobrze by było gdybyś tak pisała dalej, czyli że akcja toczy się nie za szybko ani nie za wolno i to jest najważniejsze.
Spotkałam się już z takimi opowiadaniami, że ciężko było nadążyć za zdarzeniami i można było się pogubić, bo było namieszane, a tu jak narazie jest wszystko ok więc oby tak dalej :) Czekam na dalsze części.
Zarąbiste <3 Powodzenia z następnym rozdziałem ! :)
OdpowiedzUsuńświetne czekam na kolejny ♥
OdpowiedzUsuńBooożeee cuuudo *.*
OdpowiedzUsuńDaję 9 n 10 za kończenie w najciekawszym momencie. Boskie <3 Proszę pisz dalej./ Spoko z Ask'a ;)
OdpowiedzUsuńGenialne <3 Czekam na kolejny świetny rozdział *^* Nie mogę się doczekać :3 ~ Tyskaa1011/Gandzia c;
OdpowiedzUsuńŚwietnie! Czekam na kolejny rozdział *-*
OdpowiedzUsuń