28 grudnia 2014

Rozdział 4

       Próbuję się wyswobodzić, ale mężczyzna zwinnie uniemożliwił mi poruszanie się. Wiercę się, usiłując kopnąć go w goleń, lecz jestem kompletnie zablokowana przez siłę jego mięśni. Wkrótce uspokajam się w nadziei, że zdołam podsłuchać rozmowę telefoniczną.
 - Wpakowałeś się w niezłe gówno, stary. Wycofaj się, póki jeszcze możesz - mówi Logan, nieco rozluźniając ucisk. Jego głos jest opanowany, lecz twarz zdradza odrobinę troski zmieszanej ze złością. Nie słyszę słów wydobywających się z telefonu, więc staję na placach, wytężając słuch. Jednak to nic nie pomaga, bo szum wiatraka w windzie zagłusza... nawet nie wiem kogo. 
 - Dzięki za numer, mi może się przydać, ale nie sądzę, aby Sue z niego skorzystała.
       Na te słowa energicznie podnoszę głowę. Mam już więcej swobody, więc z zaskoczenia wytrącam komórkę z dłoni mężczyzny. W momencie, kiedy telefon szybuje w powietrzu, zamierzam rzucić się do przodu, by go złapać. Niestety Logan znowu przyciska mnie do ściany tak mocno, że trudno mi oddychać. Ma niezły refleks. Telefon upada na podłogę, rozpadając się na trzy części. Połączenie zakończone. Jestem pewna, że urządzenie nadal działa. Już nie raz doznawało upadku, nie odnosząc przy tym poważnych uszkodzeń. 
       Jeszcze przez chwilę próbuję się wyrwać, aby pozbierać komórkę i sprawdzić, kto dzwonił, ale mężczyzna łapie mnie za nadgarstki, przyciskając mnie do ściany. 
 - Puść mnie - rozkazuję głosem przypominającym stłumione warknięcie. Patrzę na mentora załzawionymi oczami, kiedy winda się zatrzymuje. Wysilam się, by go odepchnąć, lecz nie mam wystarczająco siły, by wygrać. Bolą mnie już nadgarstki.
 - Po prostu się uspokój - sugeruje Logan, a jego głos jest bardziej zmęczony niż rozzłoszczony. Odwracam wzrok i stoję spokojnie, miarowo oddychając. Kątem oka dostrzegam uśmiech na twarzy mężczyzny, który mnie puszcza. Rozcieram nadgarstki, przywracając mi prawidłowe krążenie krwi. 
      Drzwi windy otwierają się. U progu stoi nastoletni chłopak. Czarne włosy opadają mu na grafitowe oczy. Czuję na sobie jego wzrok. Przepycham się obok niego, wychodząc na korytarz. Niechcący ocieram się o chłopaka, a do moich nozdrzy dociera jego zapach. Przypomina świeżość zimowego powietrza. Nigdy nie byłam na Alasce, ale gdybym miała sobie wyobrazić jej woń, to pachniałaby jak ten chłopak.
       Logan wychodzi za mną, witając się z nastolatkiem. Delikatnie trzymając mnie za ramię, prowadzi opustoszałym korytarzem. Idziemy zaledwie pięć sekund, kiedy za plecami rozlega się nastoletni głos. Odwracam się.
 - Chyba zapomniałaś telefonu - chłopak zwraca się do mnie, wysuwając do przodu rękę ze złożonym telefonem. Podchodzi, a ja sięgam ręką po zgubę. Tonę w jego grafitowych oczach nakrapianych jasnoszarymi plamkami. Natrafiam na jego pustą dłoń, i dopiero teraz orientuje się, że Logan też sięgnął po komórkę, którą teraz chowa do kieszeni. Szybko cofam dłoń.
 - Eee... dziękuję - mamroczę i czuję, że moje policzki robią się ciepłe. Spoglądam do lustra umieszczonego w windzie, ale nie mam rumieńców. Na szczęście.
 - Nie ma sprawy - wypowiadając te słowa, patrzy na mojego opiekuna ze zmieszaną miną. Później spogląda na mnie, uśmiechając się i przeczesując palcami włosy. - Do zobaczenia.
       Do zobaczenia. Z chęcią się jeszcze z nim zobaczę, jeśli wcześniej mnie nie zamordują. Z drugiej strony chyba nie dawaliby karty bibliotecznej osobie, która wkrótce ma być stracona? Ktoś trąca mnie w łokieć i ciągnie do tyłu.
 - Chodź już. Zaprowadzę cię do pokoju. Tam będziesz mogła się przebrać i trochę ochłonąć. A później musimy porozmawiać - informuje mnie Logan, patrząc smutnym wzrokiem. Kiwam głową.
 - Kto dzwonił? - pytam, dotrzymując kroku mężczyźnie.
 - Nie sądzę, byś chciała rozmawiać z tą osobą. Szczerze powiedziawszy, to wolałbym, abyś z nią na razie nie rozmawiała - odpowiada, grzebiąc w kieszeni, z której wyciąga klucze. 
 - Dobrze wiedzieć, ale kto dzwonił? - pytam ponownie z nutą irytacji.
 - Tony - mówi głosem wyzutym z emocji. Milczę, zwalniając tempo chodu. Myślę, że Logan zna Tony'ego. Tylko nie wiem, co ich łączy. Oczywiście oprócz tego, że usiłowali mnie schwytać, a jednemu nawet się udało. 
       Ściany słabo oświetlonego korytarza zdobią obrazy i lampy w kształcie kul przypominających księżyce w pełni. Ładnie wyglądają na tle ścian koloru nocnego nieba. W równych odległościach od siebie umieszczone są drzwi z ciemnego drewna. Jednak nie ma tu okien. Każde pomieszczenie ma swój numer. Korytarz rozwidla się, a my skręcamy w prawo. W końcu stajemy przed pokojem numer dwadzieścia trzy. 
 - Na łóżku masz trochę ciuchów, powinny być na ciebie dobre. Później kupimy ci coś ciekawego - oznajmia z uśmiechem, wskazując na ciuchy złożone w kostkę.
 - W moim domu... - zaczynam, ale mężczyzna mi przerywa.
 - Dobrze, ktoś pojedzie do twojego byłego domu i przywiezie ci je - wypowiadając te słowa, stawia wyraźny nacisk na "byłego domu".
 - Ja też chcę jechać - informuję, a Logan patrzy na mnie zaniepokojonym wzrokiem.
 - Nie sądzę, by to był dobry pomysł - mówi stanowczym tonem. 
 - Proszę. - Patrzę na niego błagalnym wzrokiem. Wpatruje się w moje oczy, a po chwili wzdycha z niezadowoloną miną.
 - Porozmawiamy później. - Wychodzi z pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz.
      Nawet nie sprawdzam, czy jest tu jakieś inne wyjście. Plecak zostawiam na szafce, a sama rzucam się na wielkie łoże. Pokój jest skromnie urządzony, dominują w nim odcienie zieleni. Pewnie to jeden z wielu niezamieszkanych pokoi w tym ośrodku, a po drodze minęłam ich naprawdę sporo. Nie wiem, co to za miejsce. Wyglądam przez wysoko umieszczone okno, za którym znajduje się coś w rodzaju dziedzińca. Może nawet zdołałabym przez nie wyjść, ale Logan na pewno nie jest taki nieostrożny. Nie zostawiłby mi możliwości ucieczki. Staję na łóżku, najpierw ściągając buty. Sięgam do klamki, która jest zablokowana. Okna otworzyć nie można, więc siadam na łóżku z rezygnacją. Obok mnie leży stosik z ciuchami. Znajduję w nim czarne rurki, białą koszulkę oraz flanelową koszulę w czarno-czerwoną kratę. W łazience zmieniam ubranie, a stare ciuchy chowam do kosza na pranie. Wracam do pokoju i odruchowo sięgam do kieszeni po telefon, by sprawdzić, która jest godzina. Tylko że telefonu tam przecież nie ma. Zdezorientowana w czasie i przestrzeni, podchodzę do radia i je włączam. Muzyka cicho leci w tle, a ja powracam do lektury kryminalnej powieści. Przez chwilę czuję się jak w domu, jednak to uczucie szybko znika.
       Po jakimś czasie do pokoju wchodzi Logan i siada obok mnie na łóżku. Ostrożnie wyciąga mi z rąk książkę, kładąc ją obok.
 - Wiem, że jeszcze mi nie ufasz, ale chciałbym, abyś opowiedziała mi o wydarzeniach minionego wieczoru - zaczyna rozmowę spokojnym głosem. I ma rację. Nie ufam mu.
 - Nie. Nie chcę o tym rozmawiać - mówię, energicznie potrząsając głową. Nie chcę ponownie przez to przechodzić, wystarczy, że to wszystko prześladuje mnie w myślach.
 - Sue...
 - Nie! Nie rozumiesz, że próbuję o tym wszystkim zapomnieć? - niemal krzyczę załamującym się głosem.
 - Nie zapomnisz o tym, chociażbyś się bardzo starała - stwierdza fakt, a ja w myślach się z nim zgadzam. Takich chwil nie da się po prostu wymazać z pamięci. Do oczu napływają mi łzy, a Logan, widząc to, dodaje. - Ale będzie lepiej, jeśli z kimś o tym porozmawiasz. Na przykład ze mną.
 - Nie było cię tam. Nie wiesz, co tam się wydarzyło. Nie wiesz, jak to jest widzieć śmierć i nie wiesz, jak... jak... - Nie kończę, bo z mojego gardła wydobywa się stłumiony szloch.
 - Masz rację, nie wiem, co tam się wydarzyło. Dlatego chcę, abyś mi o tym opowiedziała - mówi rozsądnie, jednak ja milczę. W zdenerwowaniu bawię się końcówkami włosów. Mężczyzna patrzy na mnie ze współczuciem, czekając, aż zacznę opowiadać.
       Po kilku minutach ciszy ponownie podejmuje próbę rozmowy.
 - Chociaż mi powiedz, czy Tony zabił...?
 - Nie, to nie on - przerywam mu, zanim zdąży dokończyć pytanie. Nie wiem czemu usprawiedliwiam Tony'ego. W końcu też brał udział w zamachu, też grał nie fair. Jednak widziałam w nim jakieś dobro, chociaż się go bałam. Uciekałam mu, a on dał mi równe szanse, nie wsiadając do samochodu. A co najważniejsze, nie widziałam, aby kogoś zabił. Po prostu mówię prawdę. Dobra, niepotrzebnie oszukuję siebie, że robię to tylko dla prawdy. Po chwili wyrzucam z siebie to, co nie dawało mi spokoju od wczoraj. Opis wydarzeń minionego dnia sam napływa mi do umysłu, chociaż myślę, że moja wypowiedź jest trochę chaotyczna. Logan mi nie przerywa, ewentualnie od czasu do czasu podsuwa słowa, kiedy się zacinam. Pojedyncze łzy spływają mi po policzkach i toną we włosach. Wstaję z łóżka, ale nie przerywam opowieści. Szukam w plecaku chusteczek,  nie mogąc ich znaleźć. Wytrząsam zawartość plecaka na podłogę
       Logan, widząc to, podchodzi do mnie z chusteczką. Biorę  ją od niego, lekko się uśmiechając. Jednak to jest smutny uśmiech, a on to widzi. Wyciąga dłoń w geście pocieszenia, która ląduje na moim ramieniu. Stoję przed nim, kierując wzrok na podłogę.
 -... A później... - zacinam się, bo nie wiem, jak ująć w słowa to, że mnie porwali.
 - Później my udaliśmy się w pogoń za tobą i twoimi przyjaciółmi. Teraz rozumiem, czemu uciekałaś - kończy za mnie, a ja się do niego przytulam. Opiekuńczo trzyma mnie w ramionach, pocieszając. Miał rację, że lepiej z kimś o tym porozmawiać. Nie dałam rady dłużej tego trzymać w sobie pomimo rozmowy z Ethan'em. Myślę, że to było pewnego rodzaju przesłuchanie, ale na pewno intencje Logana były prawdziwe. Nie sądzę, aby stosował teraz wobec mnie jakąś grę psychologiczną.
       Po chwili delikatnie się odsuwa, nie wypuszczając mnie z objęć, by spojrzeć mi w twarz.
 - Już lepiej? - pyta z zatroskaną miną. W odpowiedzi kiwam głową, więc Logan dodaje. - Jest jeszcze jeden problem...
 - Tak? - pytam zaskoczona, odrywając się od jego torsu.
 - Przeglądałem twoje papiery. Ominęłaś trochę badań i szczepień, i... - Wzrusza ramionami, uśmiechając się szeroko.
 - I? - Unoszę pytająco brwi, aby dokończył wypowiedź.
 - I musisz to nadrobić - odpowiada, próbując przybrać skwaszoną minę, ale rozbawienie na jego twarzy mu na to nie pozwala.
 - Nieee... o nie. - Kręcę przecząco głową, cofając się do tyłu. Wpadam na łóżko, co tylko wywołuje śmiech u mojego opiekuna.
 - O tak - Kiwa głową, nie przestając się uśmiechać. Widząc moją oburzoną minę, na kilka sekund udaje skruszonego. Później ponownie się uśmiecha i mówi, siadając na krześle przy biurku - Nie patrz tak na mnie, przecież wiesz, że nie robię ci tego na złość.
       W odpowiedzi rzucam w niego jedną z poduszek, którą łapie z niezwykłym refleksem. Szybko sięgam po drugą poduszkę, a ona ląduje na jego twarzy. Tym razem nie zdąża się obronić albo udaje pokonanego. Teraz to ja się śmieję, padając na łóżko. Głową natrafiam na kupkę reszty ciuchów, przypominając sobie, że cała moja własność została w domu.
 - To jak? Mogę też pojechać po moje rzeczy? - pytam Logana, podnosząc się do pozycji siedzącej.
                                                                        


7 komentarzy:

  1. Przyznaję Ci nominację do Liebster Blog Award, więcej szczegółów na moim blogu http://ignavissemperferiae.blogspot.com/ :)
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dziękuję! :) To miłe.
      Więc idę pisać post.

      Usuń
  2. bardzo mi się podoba :) czekam na kokejną notkę :))

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebiste *-* ni moge sie doczekać kolejnego rozdziału <3 weny życze :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne, fajne ^^
    Masz dość ciekawy styl pisania ;)
    Z chęcią przeczytam nastęony rozdział, jak tylko się ukaże ;)
    W międzyczasie, zapraszam do siebie ;)
    http://aravaena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie a wręcz kocham opisujesz wszystko tak dokładnie postacie wydają się tak realistyczne i czuję się jakbym tam była ♥ życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Na razie skończyłam czytać na tym rozdziale, ale bardzo mi się podoba :) Tylko czcionka mnie trochę wnerwia, ciężko się czyta. Prócz tego nie mam zarzutów, ponieważ historia, jaką tworzysz jest genialna :)
    Weny i zapraszam do siebie :D :)

    OdpowiedzUsuń

...